W lutym specjalny prokurator prowadzący śledztwo w sprawie wyborów prezydenckich Robert Mueller opublikował kompleksowy raport, według którego Donald Trump został wybrany na prezydenta przy istotnej pomocy Rosjan. Operacją miał kierować Jewgienij Prigożyn, były kucharz Władimira Putina z czasów petersburskich, a później miliarder. Mueller zażądał wówczas także aresztowania 13 innych obywateli Rosji oraz zamrożenia aktywów trzech rosyjskich spółek.
Dowiedz się więcej: Stany Zjednoczone nałożyły nowe sankcje na Rosję
- Czy ktoś może naprawdę uwierzyć, że właściciel restauracji z Rosji może wpłynąć na wybory w tak potężnym kraju jak Stany Zjednoczone, publikując posty w mediach społecznościowych? - skomentował we wtorek Ławrow w rozmowie ze słowacką gazetą "Pravda". - Sama taka idea sprawia, że cały amerykański system polityczny wygląda śmiesznie, przedstawia demokrację jako domek z kart - dodał.
Ławrow zaznaczył, że już wcześniej zarzuty wobec Internetowej Agencji ds. Badań (kontrolowanej przez Prigożyna) komentował prezydent Putin. - Tu nie chodzi o zaangażowanie Rosji - wskazał.
- Jeśli spojrzymy na Amerykę, mało kto dba o to, co zamierza zrobić George Soros - kontynuował minister.
- Spróbujcie zapytać Departament Stanu, a odpowiedź brzmi: to jest jego osobista sprawa, a amerykańskiego władze nie mają z tym nic wspólnego. Poza tym rzekomo nie łamie żadnych praw - porównywał Siergiej Ławrow.
Jewgienij Prigożyn jest łączony z firmą najemniczą (tzw. grupą Wagnera) i "fabryką trolli" z Petersburga.