W fotelu siedzi mężczyzna w średnim wieku. Wyciąga rękę po plik banknotów, które wkłada do trzymanej na kolanach teczki. Padają słowa: „Tak, jak było umówione”.
Mężczyzna to Janusz Z., inspektor Stołecznego Zarządu Infrastruktury (instytucja zajmująca się inwestycjami w armii). Przed chwilą wziął blisko 40 tys. zł od jednego z warszawskich biznesmenów. To druga rata łapówki za odbiór inwestycji – wyremontowanego hangaru na wojskowym Okęciu.
Według biznesmena bez tego dopełnienie formalności było po prostu niemożliwe. Potem przyzna śledczym, że chcąc funkcjonować w układzie, musiał płacić. Sprzedał mieszkanie, zastawił samochód. Wreszcie nie wytrzymał. Nagrał inspektora ukrytą kamerą i poszedł do prokuratury.
Janusz Z. siedzi już w areszcie. Jest jednak zaledwie elementem większej układanki.
– Mówimy tu o inwestycjach, zakupach i projektach wartych łącznie miliardy złotych. Kosztorysy zamówień były zawyżane o 80, 90 tys. zł – zdradza „Rzeczpospolitej” osoba zbliżona do śledztwa.
– Sprawa, nad którą pracujemy, to na pewno jedna z największych afer korupcyjnych w polskiej armii – przyznaje płk Mikołaj Przybył, zastępca szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Wszystko zaczęło się od jednej z firm z Zielonej Góry. Prokuratura wojskowa z Poznania dostała sygnał, że jej właściciel daje w armii łapówki za ustawianie przetargów.
Półtora roku temu ruszyło śledztwo. Śledczy i funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego stopniowo odkrywali gigantyczną sieć powiązań.
Firma z Zielonej Góry nie była jedyną, która opłacała się wojskowym. Idąc tym tropem, prokuratorzy trafili m.in. na Janusza Z., firmę z Warszawy i sprawę hangaru.
Kilka dni temu CBA i Żandarmeria Wojskowa zatrzymały dziewięć osób – wojskowych, a także cywilów. Do aresztu trafiły trzy – uwieczniony na filmie Janusz Z., prezes firmy z Zielonej Góry oraz płk Marek G., ekspert od radiolokacji ze Sztabu Generalnego. Miał on pomóc zielonogórskiej firmie w ustawieniu jednego z przetargów na sprzęt.
Wśród zatrzymanych jest też emerytowany generał brygady, po odejściu z wojska – współpracownik firmy z Zielonej Góry, która korzystała z jego znajomości w armii.
– Żandarmeria wspólnie z funkcjonariuszami CBA prowadziła od kilku dni działania pod nadzorem prokuratury wojskowej – przyznaje ppłk Marcin Wiącek, rzecznik Żandarmerii Wojskowej.
„Rz” jako pierwsza pisała o tzw. wojskowej ośmiornicy, czyli korupcyjnym procederze przy przetargach wojskowych w rejonowych zarządach infrastruktury. Zaczęło się w Zielonej Górze. Potem był Szczecin i Wrocław. Wynikiem tych śledztw było kilkadziesiąt aktów oskarżenia. Prokuratorzy jednak nawet nie przypuszczali, że będzie to dopiero początek śledztwa, które zaprowadzi ich do wojskowych z najważniejszych instytucji.