Kuria czeka na wyrok sądu Kuria diecezji płockiej ogłosiła wczoraj wyniki wewnętrznego audytu w diecezjalnej Caritas. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości: były nieprawidłowości w rozliczaniu środków finansowych, otrzymanych w 2006 r. z PFRON w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Jak duże? Z informacji „Rz“ wynika, że chodzi o ok. 3 mln zł. Pozostałe pieniądze przekazane przez PFRON na realizację czterech projektów miały być wydane zgodnie z przeznaczeniem. Caritas chciała więc oddać Funduszowi 3 mln zł.

Kilka dni temu PFRON zażądał jednak zwrotu całej przekazanej Caritas sumy, czyli ponad 16 mln zł wraz z odsetkami.

– Niestety, płocka Caritas nie zrealizowała żadnego z czterech projektów, co było przyczyną rozwiązania przez nas umów – mówi „Rz“ rzecznik PFRON Tomasz Leleno. – Nasze dwukrotne wezwanie do zwrotu pieniędzy pozostało bez odpowiedzi, dlatego podjęliśmy decyzję o skierowaniu sprawy do windykacji. Złożyliśmy też pozew, w którym domagamy się zwrotu całości środków.

Ta historia sięga roku 2006, gdy szefem Caritas w Płocku był ks. Jerzy Zając, a biskupem płockim Stanisław Wielgus. To wtedy PFRON przyznał Caritas Diecezji Płockiej fundusze na realizację czterech projektów zgłoszonych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Już w lutym 2007 r. PFRON skierował sprawę do prokuratury przeciw Caritas, zarzucając jej niegospodarność. Ale jednocześnie wypłacał kolejne transze na realizację projektów.

Choć ówczesny dyrektor Caritas ks. Jerzy Zając został zwolniony jeszcze w 2007 r., sprawa została. Teraz próbuje ją rozwiązać nowy biskup płocki Piotr Libera.

– Chcemy pełnego wyjaśnienia sprawy. Także odpowiedzi na pytanie, kto ponosi winę za te nieprawidłowości – zapewnia „Rz“ ks. Mirosław Milewski, kanclerz kurii. – Chcemy jednak, żeby to sąd rozstrzygnął, ile ma do zapłacenia Caritas Diecezji Płockiej.

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Płocku nie skończyła jeszcze dochodzenia. Jej rzeczniczka Iwona Śmigielska-Kowalska tłumaczy, że w tej sprawie jest do przeanalizowania ogromna liczba dokumentów.

– Sam biegły, który analizował podpisy, z których część jest sfałszowana, sporządził 900-stronicową ekspertyzę – mówi Śmigielska-Kowalska. – Prokurator prowadzi bardzo wiele czynności w tej sprawie. Kilkakrotnie trzeba było przesłuchiwać świadków. W tej chwili dochodzenie jest przedłużone do grudnia tego roku.

Ks. Milewski zapewnia, że pieniądze, jakie przyjdzie zwrócić PFRON, nie będą pochodzić z datków na powodzian czy potrzebujących.