Na nim dwa lata temu premier Donald Tusk miał wydać szefom ABW, CBA i Służby Kontrwywiadu Wojskowego polecenie stworzenia tarczy antykorupcyjnej osłaniającej najważniejsze prywatyzacje i zamówienia publiczne.
Tarcza miała objąć 161 przetargów (m.in. zakup samochodów przez policję, budowę Stadionu Narodowego w Warszawie, zakup oprogramowania dla szkół i kurtek dla pracowników Poczty Polskiej) i 79 spółek przeznaczonych do prywatyzacji (m.in. Giełda Papierów Wartościowych, PZU, Lotos, stocznie w Szczecinie i Gdyni).
CBA dostało specjalne zadanie: monitoring przetargów na boiska rządowe Orlik (biuro przeanalizowało ponad 1300 z nich). ABW chwaliło się, że do tarczy przeszkoliło prawie 4 tys. urzędników.
Polecenie premiera nie zostało sformalizowane, np. w rozporządzeniu czy uchwale Rady Ministrów. Kancelaria Premiera ujawniła tylko ogólne informacje dotyczące tarczy po tym, jak były szef CBA Mariusz Kamiński zarzucił premierowi, że tarcza to tylko hasło. Opozycja twierdziła, że czegoś takiego jak tarcza antykorupcyjna nigdy nie było.
Ale informacja o powołaniu tarczy pojawiła się w oficjalnym dokumencie na 500 dni rządu.
Organizacje pozarządowe chciały sprawdzić prawdomówność rządu.