Jest przełom po trzech latach impasu w sprawie nazwy dla satelitarnego systemu monitorowania środowiska i bezpieczeństwa (GMES).
– Sprawa jest załatwiona. System będzie się nazywał Copernicus. Komisja Europejska nie zamierza wracać do propozycji nazwy w niemieckim brzmieniu Kopernikus – zapewnia „Rz" minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.
Nazwa Copernicus dla nowego unijnego systemu została wyłoniona w drodze konkursu. Kiedy się okazało, że jest zastrzeżona, unijny komisarz Gunter Verheugen zaproponował zmianę nazwy na wersję niemiecką – Kopernikus. Argumentował m.in., że Kopernik urodził się na terenie Prus. Kiedy Polska zaprotestowała, Komisja Europejska zaczęła dowodzić, że poniosła już koszty w związku z rejestracją nazwy w wersji niemieckiej. Wczoraj nie udało się nam zdobyć komentarza Komisji, bo urzędnicy są na urlopie.
Lobby naciska rząd
O nazwę Copernicus walczył Sejmowy Zespół ds. Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej. Naciski na rząd wywierał też Komitet Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN.
– Pisownia łacińska Copernicus powinna satysfakcjonować wszystkie strony. Walczyliśmy o nią od trzech lat i czasem mieliśmy wrażenie, że nie mamy poparcia władz. A sprawa jest niezwykle ważna, bo pomoże propagować polską naukę na świecie – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Piotr Wolański, przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN oraz doradca Sejmowego Zespołu ds. Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej.
Komitet powołał ostatnio zespół kryzysowy w tej sprawie.
Jeszcze 16 grudnia przyjął uchwałę, w której zarzucał polskim władzom bezczynność w sprawie Copernicusa. „Do naszego Komitetu płyną informacje z wiarygodnych źródeł Komisji Europejskiej, że wystarczy niewielka dyskretna akcja ze strony rządu polskiego, aby nazwać system GMES po polskiej myśli" – napisano w uchwale.
Wysoki rangą przedstawiciel Komisji Europejskiej jeszcze w listopadzie miał doradzać Polakom, jak najskuteczniej załatwić sprawę, korzystając z przewodnictwa w UE.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznało jednak, że takich działań nie należy podejmować. „Może to spowodować oskarżenia o próbę wykorzystania przez Polskę uprzywilejowanej pozycji do załatwiania interesów narodowych" – napisała minister Barbara Kudrycka.
Nasz kraj w ogonie
Walka o nazwę była nie tylko sprawą prestiżu. Dla naukowców zajmujących się technologią kosmiczną w Polsce to także szansa na wyjście z cienia.
Polska jest jednym z ostatnich krajów UE, który nie należy do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i dopiero prowadzi negocjacje w tej sprawie. Słabo też wykorzystujemy swój udział w systemie nawigacji satelitarnej Galileo. Z jednorazowej składki 87 mln euro, którą współfinansujemy ten system, do kraju wraca mniej niż 0,5 proc. w postaci zamówień na badania i rozwój technologii. We Francji jest to 200 procent.
– Rzeczywiście nasz wkład do programu Galileo realizowany w ramach składki tylko w niewielkim stopniu jest w Polsce konsumowany. Większość naszych środków jest przejmowana przez kraje członkowskie UE, w których technologie kosmiczne od dawna znajdowały poparcie swych rządów. Mam jednak nadzieję, że przystąpienie Polski do ESA i nadanie nowemu systemowi nazwy Copernicus pozwoli na radykalną zmianę tej sytuacji – mówi prof. Wolański.