- To nocny bieg dla upamiętnienia Artura Hajzera, himalaisty, zdobywcy siedmiu ośmiotysięczników, twórcy programu Polski Himalaizm Zimowy, przyjaciela i wybitnego człowieka – mówi rp.pl Marcin Rudzki, pomysłodawca biegu i jego współorganizator, a na co dzień dziennikarz Radia Katowice. Akcja ruszyła w sobotę, a na Facebooku udział potwierdziło ok. 200 osób, w tym znani himalaiści oraz rodzina Hajzera, który zginął 7 lipca 2013 r. podczas wspinaczki na szczyt Gaszerbrum I. Rejestracja do biegu zacznie się przed budynkiem dyrekcji Stadionu Śląskiego o godz. 20. Trasa biegu to 7 km (start przy Pomniku Górników) – warunek jest jeden: każdy musi mieć swoją lampkę czołówkową.

Dlaczego będą biegać?

- Kiedy zastanawiam się nad odpowiedzią, skąd wziął się w mojej głowie pomysł biegu dla Artura Hajzera, przychodzi mi do głowy tylko jedno. Byłem wściekły. Na sytuację, na to, że to znowu Karakorum (w marcu po zdobyciu Broad Peak zginęli tam Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski), że to nie mogło przytrafić się TEJ dwójce na TEJ górze. Szkoda przytaczać słowa, jakich użyłem. Ale byłem w pracy. Dobrze i źle. Rozmowy z Krzysztofem Wielickim, co się dzieje, jak wygląda sytuacja, jaki wypadek, gdzie, wysokość. A w głowie przebitki, że to marzec, że obok stoi Hajzer, że mówimy o tym co z uczestnikami wyprawy na Broad Peak. I znowu czuję złość – opowiada Rudzki. - Ostatnio często realizuję dziwne, czasami trudne projekty, przynajmniej dla mnie. Kolejny pomysł. Zrobimy bieg dla Słonia! Telefon do zaprzyjaźnionego Krzysztofa Nowaka z katowickiego AWF. Uczelnia za patrona ma Jerzego Kukuczkę, robili już trudniejsze rzeczy, więc może się uda? Rozmowa konkretna. Działamy. Mam dzwonić do ultramaratończyka, Augusta Jakubika - jak bieg, to wiadomo, że on! Rozmowa krótka, działamy. Po godzinie jest regulamin i wstępne porozumienie z Parkiem Śląskim i Stadionem Śląskim. Pobiegniemy - podsumowuje. Pomogła żona, koleżanki z radia, włączył się m.in. PZA i Fundacja Wspierania Alpinizmu, plakat za symboliczną złotówkę robi kolega. Machina ruszyła.

- Nie wiem, jak to możliwe. Piszą setki osób. Jedni- deklarują udział, drudzy żałują, że nie mogą, ale wspierają. Czytam wiadomość na FB, „nie ma mnie w Polsce, niestety nie wezmę udziału w biegu. Organizuję ekipę i razem z wami 07.08 w tej samej godzinie pobiegniemy na Malcie”. Okazuje się, że ludzie sami lub z innymi chcą też biec w Szwecji, San Diego, ale też w Jeleniej Górze i w Poznaniu – wylicza Rudzki. Gdy dzwoni do Augusta Jakubika, słyszy: „tutaj każdy pobiegnie, tę postać trzeba upamiętnić”.

Co dalej?

-

Nie myślimy o tym, choć wiem, że w głowach mamy podobne pomysły z organizatorami. Przed nami msza pożegnalna w katowickiej archikatedrze Chrystusa Króla, a potem bieg. Pięknie było by zrobić coś jeszcze, bo zawsze czuje się niedosyt. Ale najpierw do biegu... dla Słonia! - mówi Rudzki. Bo to historia, którą trzeba zapamiętać.