Reklama

PSL wyciąga rękę do związkowców

Demonstracje w stolicy na nowo uświadomiły ludowcom, że muszą w oczach wyborców wyraźnie odróżnić się od Platformy.

Publikacja: 15.09.2013 21:04

Janusz Piechociński

Janusz Piechociński

Foto: Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski

Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński zapowiedział utworzenie specjalnego zespołu, który zajmie się monitorowaniem wpływu elastycznych rozwiązań czasu pracy na wzrost gospodarczy i konkurencyjność przedsiębiorstw. Dla uczestników warszawskich demonstracji planowane uelastycznienie czasu pracy, choć ma pomóc firmom przetrwać kryzys, było jednym z głównych powodów protestu.

Tyle że na razie nie wiadomo, kiedy ten zespół ma ruszyć, kto w nim będzie pracować, ani kiedy powstanie zapowiadany przez Piechocińskiego końcowy raport. – Trudno więc nie odnieść wrażenia, że była to próba wyciągnięcia ręki do związkowców i zagrania na nosie Platformie. Problem w tym, że nie została zauważona – mówi Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zakończone właśnie protesty w stolicy biły nie tylko w PO i Donalda Tuska, ale także w PSL. Wszystko dlatego, że jednym z postulatów była dymisja ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, któremu protestujący zarzucają, że utrudniał związkom prace w Komisji Trójstronnej i że sprzyjał w niej przedsiębiorcom.

– Te zarzuty są PSL bardzo nie w smak, bo kolidują z dotychczasowym wizerunkiem ludowców jako tej partii, która stara się ze wszystkimi dogadywać i być w tej koalicji bardziej „ludzką twarzą” – mówi Rafał Chwedoruk, politolog z UW.

W kryzysie to resorty ministrów z PSL (jak gospodarki czy pracy) są szczególnie narażone na krytykę. Spadające notowania Stronnictwa zmuszają ludowców do poszukiwania pomysłu na siebie. – Widać, że wracają do starej praktyki odgrywania w tej koalicji roli wewnętrznej opozycji. Nie wiem tylko, czy Janusz Piechociński jest takim liderem, który byłby w stanie prowadzić tego typu rozgrywki wobec Donalda Tuska. Ale innego wyjścia nie ma, bo PSL coraz mniej się liczy – mówi Jabłoński.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem znacznie lepiej by się w tej sytuacji sprawdził Waldemar Pawlak, który na pewno ma o wiele większe doświadczenie polityczne w kontaktach z premierem Tuskiem i w dodatku jasną wizję, dokąd chciał siebie i swoją partię zaprowadzić. – Tymczasem Piechociński trochę się w tym wszystkim gubi, bo z jednej strony powinien dbać o wieś, gdzie ludowcy mają swój naturalny, wrażliwy na sprawy społeczne elektorat, z drugiej rozpoczęli starania o odmłodzenie partii, a z trzeciej walczą o przychylność przedsiębiorców. To wszystko powoduje, że partii brak konkretnej wizji – mówi Chwedoruk.

Politolodzy spekulują, że skoro zapowiedzi Piechocińskiego nie odbiły się szerokim echem, będzie to dla PSL znak, że trzeba użyć cięższej amunicji. – Wydaje mi się, że może to być dymisja Kosiniaka-Kamysza, który kojarzy się głównie z nieprzyjemnymi reformami, takimi jak wydłużenie wieku emerytalnego, uelastycznienie czasu pracy czy zmiany w OFE – tłumaczy Jabłoński.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama