Takie zarzut postawiła mu dziś prokuratura Katowice - Południe. – Mężczyzna przyznał się do winy. Nie miał wyjścia. Został przecież zatrzymany na gorącym uczynku – mówi „Rzeczpospolitej" Elżbieta Mizeracka, szefowa prokuratury.

Dziś już znacznie więcej wiadomo o całym zajściu. Mężczyzna zjawił się w redakcji katolickiego tygodnika około godz. 11. Był z plecakiem. Twierdził, że w środku ma bombę, która w każdej chwili może być zdetonowana przez osoby, mające kontrolę nad ładunkiem.

– Zażądał ewakuacji całego budynku, bo chciał go przejąć – opowiada kom. Jacek Pytel, rzecznik katowickiej policji. Na miejsce przyjechało dwóch negocjatorów i inne służby.

Funkcjonariusze zaczęli rozmawiać z „zamachowcem". Mężczyzna powiedział im, że ma jest członkiem organizacji „Opiekunowie", a jego celem jest misja nagłośnienia przestępstw seksualnych, pedofilii i handlu żywym towarem.

– Zależało mu, aby akcja została nagłośniona przez redakcję - opowiada kom. Pytel. Po rozmowie z policjantami mężczyzna poddał się.

Funkcjonariusze prześwietlili jego plecak. W środku była szczoteczka do zębów oraz rzeczy osobiste. 24-letni mieszaniec Tarnowskich Gór został zatrzymany.

Noc spędził w policyjnym areszcie. Dziś po usłyszeniu zarzutów jest już na wolności. – Zastosowaliśmy wobec niego dozór policyjny. Mężczyzna musi raz w tygodniu meldować się na komisariacie – mówi prok. Mizeracka.

Nie wiadomo czy miał problemy psychiczne. Nie jest wykluczone, że prokuratura zleci takie badania podczas śledztwa.