Samochód na brytyjskich numerach rejestracyjnych zatrzymał do kontroli drogowej w Zielonej Górze patrol straży granicznej oraz inspekcji transportu drogowego.

Za kierownicą busa siedział obywatel Rumunii. Oprócz niego w samochodzie, który mógł maksymalnie przewozić 9 osób jechało w jeszcze 42 pasażerów.

Siedzieli oni jeden na drugim, a część z nich stała. Mieli też bagaże. Mundurowi byli zdziwieni jak tak dużo osób mogło zmieścić się do busa.  - Gdyby to auto zderzyło się z innym samochodem doszłoby do tragedii - mówili policjanci.

Kierowca busa był trzeźwy. Pasażerowie, także obywatele Rumunii zostali przewiezieni na dworzec, gdzie na ławkach spędzili noc. Miasto zapewniło im ciepły posiłek. Później jedzenie dostarczył im Caritas.

Policja ukarała kierowcę mandatem w wysokości tysiąca złotych, ale nie miał pieniędzy na jego zapłacenie, dlatego został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie, a dziś stanął przed sądem w trybie przyśpieszonym.

Tam tłumaczył, że jechali do Szwecji kilkoma samochodami. W Nowym Sączu część aut się zepsuła. Próbowali je naprawić, a kiedy się nie udało zdecydowali, że cała grupa pojedzie jednym busem. – Nie chciałem zostawić przyjaciół. Zimno było – tłumaczył kierowca.

Sąd uznał, że mężczyzna stwarzał zagrożenie dla innych użytkowników drogi i ukarało wysoką grzywną. Zabrał mu też prawo jazdy na rok.

Dokument, wyrobiony w Grecji został do ambasady, aby orzekła czy jest prawdziwy. Ta zaoferowała swoim obywatelom pomoc. Chce im dać po 25 zł na osobę. Kierowca zapowiedział, że złoży apelację.

Obywatele Rumunii nadal są w Zielonej Górze. Inny kierowca na raty przewozi ich do Świnoujścia, gdzie promem mają jechać do Szwecji.