Naszego gościa zapytaliśmy, czy świat ma pomysł, jak uporać się z problemem uchodźców. - To jest dobry moment na to pytanie, bo kilka dni temu Barack Obama w Berlinie oświadczył, że trzeba pomagać uchodźcom, ale "tam na miejscu". Powiedział to głosem Jarosława Kaczyńskiego, głosem polskiego rządu - powiedział Ryszard Czarnecki.

- Druga kwestia to brak deklaracji po szczycie G7. Tu nie było jednolitego stanowiska. To potwierdza opinię, że świat nie ma recepty. Cieszę się, że minister Waszczykowski mówi o korytarzach humanitarnych polegających na leczeniu za pieniądze państwa polskiego w naszym kraju. Uchodźcy przyjeżdżają na kilka miesięcy, a później wracają do kraju - dodał europoseł PiS.

Czarnecki uważa, że każdy przyjęty imigrant, który będzie informował najbliższe osoby, które zostały w kraju, z którego pochodzi, że ma socjal i jest wspaniale, będzie powodować kolejne fale imigracyjną. - Byłem w Zanzibarze, gdy uchodźców witano w Monachium. Widziałem jak ludzi reagują na te sceny. Oni nie musieli mówić. To była mowa ciała. "Skoro tamtym się udało, to kiedy my pojedziemy?". W tej kwestii powinniśmy wprowadzić politykę bardzo restrykcyjną - powiedział gość programu.

Zdaniem Czarneckiego nie powinno mówić się o relokacji, bo jest to przymusowe osiedlenie tych ludzi w Polsce. - Wbrew Polaków i wbrew samym uchodźcom. Ci ludzie, muzułmanie spoza Europy, wolą być w krajach bogatszych, z większym socjalem gdzie są duże wspólnoty ich braci w wierze. Nie w Polsce - skomentował.

- Zapytajmy uchodźców o zdanie w tym temacie. Olbrzymia większość nie chce jechać do Polski, bo zimno, bo socjal niski, bo społeczeństwo tu jest sceptyczne do przyjmowania uchodźców - dodał.