Pytany przez dziennikarza Billa O'Reilly'ego czy Stany Zjednoczone uznają kartele narkotykowe z Meksyku za organizacje terrorystyczne, prezydent USA stwierdził: - Oczywiście.

- Pracowałem nad tym przez ostatnie 90 dni. Uznanie nie jest takie proste, to cały proces i jesteśmy w trakcie tego procesu - dodał Donald Trump.

Członkowie organizacji terrorystycznych nie mają prawa wjazdu na terytorium USA, a jeśli już się w tym kraju znajdują, mogą zostać deportowani. Środki osób powiązanych z organizacjami uznanymi za terrorystyczne instytucje finansowe w Stanach Zjednoczonych mają obowiązek zamrażać.

Ministerstwo spraw zagranicznych Meksyku w wydanym oświadczeniu wyraziło chęć pilnego odbycia rozmów na wysokim szczeblu z przedstawicielami Departamentu Stanu. Resort oświadczył, że należy też rozwiązać problem napływania z USA do zorganizowanych grup przestępczych w Meksyku broni i pieniędzy.

Szef MSZ Meksyku Marcelo Ebrard zapewnił, że jego kraj podejmuje wysiłki w walce z kartelami. Dodał, że podstawą współpracy międzynarodowej jest wzajemny szacunek. Podkreślił, że Meksyk nie zgodzi się na naruszanie swej suwerenności.

Przed deklaracją Trumpa prezydent Meksyku Andrés Manuel López Obrador oświadczył, że jego kraj nie zaakceptuje obcej interwencji przeciwko kartelom. - Nasze problemy zostaną rozwiązane przez Meksykanów. Nie chcemy żadnej ingerencji obcych państw - zaznaczył.

Na początku listopada po ataku na kobiety i dzieci z amerykańskiej społeczności mormonów w meksykańskim stanie Sonora, w którym zginęło dziewięć osób, prezydent Trump wzywał Meksyk do wydania wojny kartelom.

"Kartele stały się tak wielkie i potężne, że czasem potrzeba armii, by pokonać armię" - napisał na Twitterze, deklarując gotowość udzielenia Meksykowi wsparcia w starciu, które miałoby kartele "zmieść z powierzchni ziemi".

Prezydent Meksyku odrzucił ofertę Trumpa. - Jest ona sprzeczna z naszymi przekonaniami. Wojna to najgorsza rzecz - oświadczył.