Ponad 50 tys. osób zgromadziło się na placu za budynkiem parlamentu w Budapeszcie, który jest symbolem stolicy nad Dunajem, aby zobaczyć papieża w ostatnim dniu jego wizyty.
Franciszek kontynuował temat, który rozpoczął w pierwszym dniu wizyty w piątek, kiedy to ostrzegł przed niebezpieczeństwem rosnącego nacjonalizmu w Europie, ale umieścił go w kontekście ewangelicznym, mówiąc, że zamknięte drzwi są bolesne i sprzeczne z naukami Jezusa.
Orban, który uczestniczył w mszy, widzi siebie jako obrońcę wartości chrześcijańskich. Powiedział, że nie pozwoli, by Węgry przekształciły się w "kraj imigrantów", jak według niego stały się inne w Europie, nierozpoznawalny dla swoich rdzennych mieszkańców.
Czytaj więcej
Franciszek wciąż mówi o pokoju, unikając wskazania, kto odpowiada za największą wojnę. Na dodatek na miejsce rozważań wybrał najbardziej antyukraiń...
W swojej homilii 86-letni Franciszek powiedział, że jeśli Węgrzy chcą naśladować Jezusa, muszą wystrzegać się "zamkniętych drzwi naszego indywidualizmu w społeczeństwie rosnącej izolacji; zamkniętych drzwi naszej obojętności wobec osób nieuprzywilejowanych i cierpiących; drzwi, które zamykamy wobec tych, którzy są obcy lub niepodobni do nas, wobec migrantów lub ubogich".
Franciszek uważa, że migranci uciekający przed ubóstwem powinni być przyjmowani i integrowani, ponieważ mogą wzbogacić kulturowo kraje przyjmujące i zwiększyć kurczące się populacje Europy. Jego zdaniem, choć kraje mają prawo do ochrony swoich granic, migranci powinni być rozmieszczeni w całej Unii Europejskiej.
W swoim przemówieniu do tłumu po mszy Franciszek wspomniał o wojnie na Ukrainie, na wschodniej granicy Węgier. Modlił się do Madonny, by czuwała zarówno nad narodem ukraińskim, jak i rosyjskim.
- Zaszczepcie w sercach narodów i ich przywódców pragnienie budowania pokoju i dania młodszym pokoleniom przyszłości pełnej nadziei, a nie wojny, przyszłości pełnej kołysek, a nie grobów, świata braci i sióstr, a nie murów" - powiedział.