Abp Juliusz Paetz zmarł w listopadzie 2019 roku. Odszedł z urzędu w niesławie, oskarżany m.in. o molestowanie seksualne kleryków.
Sprawę molestowania kleryków przez abp. Paetza opisała w 2002 r. „Rzeczpospolita". W jego obronę zaangażowało się wówczas wiele osób - biskupów, księży, intelektualistów. Sam arcybiskup odpierał zarzuty, ale ostatecznie zrezygnował z urzędu. Nikt oficjalnie nie powiedział dlaczego. I choć Watykan nałożył na niego sankcje, Paetz niewiele sobie z tego robił. Pojawiał się w gronie biskupów na mszach, jeździł na posiedzenia Episkopatu.
Sprawa ciąży nad archidiecezją poznańską. Poznańscy duchowni mówili wprost o zbieraniu przez ówczesnego biskupa pomocniczego Marka Jędraszewskiego listów poparcia dla abp. Paetza, o uciszaniu chcących rozliczeń, o bohaterskiej obronie molestującego kleryków i młodych księży.
W środę ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski poinformował, że o sprawie został poinformowany papież. Na prośbę ofiar bpa Peatza opublikowano pierwszą stronę zawiadomienia.
Z dokumentu wynika, że obecny arcybiskup krakowski Marek Jędraszewski co najmniej od 1999 roku posiadał informacje o nadużyciach wobec kleryków Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu ze strony abpa Juliusza Paetza.
Zawiadomienie wysłano do kardynała Luisa Ladarii Ferrera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, do metropolity poznańskiego abpa Stanisława Gądeckiego i abpa Wojciecha Polaka.
Abp Juliusz Paetz po porannej mszy w poznańskiej katedrze został pochowany bez tłumu wiernych, oficjalnych delegacji i mów pogrzebowych. Trumnę z ciałem złożono na jednym z cmentarzy.
Ale ten pogrzeb miał się odbyć inaczej. Arcybiskup miał spocząć w katedrze. Jakby nic się nie stało. Decyzję o tym, że zostanie pochowany na cmentarzu, podjęto w ostatniej chwili pod naciskiem oburzonych wiernych.