Ministerstwo Finansów zamierza ucywilizować rynek ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, czyli tzw. polisolokat. Już niedługo skończy się pobieranie wysokich opłat likwidacyjnych.
Zamiast 90 – cztery
Dziś w pierwszych latach trwania polisolokaty opłaty te pochłaniają 90, a czasem nawet 100 proc. wpłaconych środków.
Po zmianach towarzystwo ubezpieczeniowe pobierze najwyżej 4 proc. wartości produktu. Tak przewidują założenia do projektu nowelizacji ustawy o działalności ubezpieczeniowej.
– To dobre rozwiązanie dla przyszłych klientów. Nie rozwiązuje jednak problemu setek tysięcy osób, które dziś są wręcz utopione w takich rozwiązaniach – zwraca uwagę Anna Lengiewicz, radca prawny z kancelarii Lengiewicz Wrońska Berezowska i Wspólnicy.
Wskazuje, że nie przeszła propozycja, by konsumenci, którzy dziś mają takie ubezpieczenia inwestycyjne, mogli z nich zrezygnować, a firmy pobrałyby jedynie 10 proc. zgromadzonych środków tytułem opłat likwidacyjnych.
Założenia są już przekuwane w projekt nowelizacji ustawy w Rządowym Centrum Legislacyjnym.
Konsumentów ucieszy zapowiedź, że nie tylko wysokie opłaty likwidacyjne odejdą do lamusa. Kupujący produkty inwestycyjne sprzedawane jako ubezpieczenia będą mogli odstąpić od umowy w ciągu 60 dni od jej zawarcia, jeżeli dojdą np. do wniosku, że nie chcą lub nie zdołają opłacać comiesięcznych składek.
Ponadto towarzystwo będzie musiało co roku przekazywać informację o stanie zgromadzonych środków. I wówczas klient będzie miał znów 60 dni od jej otrzymania na odstąpienie od umowy.
Klient poinformowany
Skończy się też wmawianie zainteresowanym, że wykupują polisę, choć tak naprawdę jest to produkt inwestycyjny, obarczony ryzykiem inwestycyjnym, który z samym ubezpieczeniem ma wspólnego niewiele albo bardzo mało. Towarzystwa ubezpieczeniowe oraz firmy pośredniczące w sprzedaży tych produktów będą musiały w sposób zrozumiały informować konsumentów m.in. o ryzyku inwestycyjnym i o tym, w co inwestowane są wpłacane środki, a także o pobieranych opłatach (np. prowizjach).
Jeżeli pomimo tak szerokich informacji dojdzie jednak do konfliktu między konsumentem a firmą ubezpieczeniową, spór będzie rozstrzygany w sądzie polubownym przy rzeczniku ubezpieczonych.
– Ubezpieczony będzie musiał skorzystać z takiego sposobu rozstrzygnięcia sprawy. A jeżeli nie dojdzie do zawarcia ugody, to dopiero wtedy sprawę będzie można skierować do sądu powszechnego – tłumaczy Cezary Orłowski z Wydziału Prawnego Rzecznika Ubezpieczonych.
Koszty postępowania przed rzecznikiem ubezpieczonych będą obciążać przedsiębiorców. Tak jest w krajach anglosaskich, gdzie firmy zaczęły wnikliwiej analizować reklamacje klientów. Konsumenci, którzy zechcą dochodzić swoich praw w sądzie polubownym przy rzeczniku ubezpieczonych, muszą się jednak liczyć z koniecznością wniesienia opłaty od takiej sprawy w wysokości 50 zł.