Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są potencjalne kierunki rosyjskich działań wojskowych wobec sąsiadów?
  • Jakie rozróżnienia występują w rosyjskiej strategii wojskowej dotyczącej użycia sprzętu pancernego?
  • Jakie mogą być motywy rosyjskiego wzmacniania obecności wojskowej przy zachodnich granicach?
  • Jakie terytoria są wskazywane jako potencjalne kierunki ataku, a jakie opcje są odrzucane?
  • Jaki jest nadrzędny cel strategiczny Kremla w przypadku ewentualnej agresji?

– Rosja nie może prowadzić wojny na dwa fronty? To jest jeden z najważniejszych problemów obecnej sytuacji. Odpowiedź brzmi bowiem: tak, Rosja nie może prowadzić wojny na dwóch równoznacznych frontach. Ale kardynalnym problemem jest to, że ukraiński front i ewentualny zachodni byłyby całkowicie różne – mówi jeden z niezależnych rosyjskich ekspertów Arkadij Babaczenko.

Coraz więcej analityków wskazuje, że wojna w Ukrainie zamieniła się w coś w rodzaju pozycyjnych walk z czasów pierwszej wojny światowej, ale z dodatkiem dronów. Rosyjska armia nie używa już w nich broni pancernej (czołgów czy wozów bojowych), nawet do osłony piechoty z daleka. Jej ataki prowadzone są za pomocą najdziwniejszych pojazdów (rowerów, skuterów, motocykli, całej gamy cywilnych samochodów), ale nie czołgów.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony znów dominują. Załamała się logistyka rosyjskiej armii

„Strefy śmierci”, w których drony niszczą każdy zauważony sprzęt wojskowy (nie tylko broń pancerną), rozciągają się już kilkadziesiąt kilometrów za linią frontu. Wszystko, co się w nich znajdzie, zostaje szybko zniszczone. Niezależni obserwatorzy wojny wskazują na znaczący spadek strat rosyjskiej broni pancernej – Rosjanie po prostu przestali jej używać na froncie i jego bezpośrednim zapleczu.

Kreml zbiera żołnierzy i czołgi na swej zachodniej granicy

Tymczasem rosyjska gospodarka, przestawiona przez Władimira Putina na tory wojenne, cały czas produkuje (lub naprawia) sprzęt pancerny. Rosyjskie dowództwo nie kieruje go jednak z zaplecza na ukraiński front. „W (rosyjskim) Leningradzkim Okręgu Wojskowym obecnie zebrano już 500-700 czołgów i wozów bojowych. Mają tam stać bezużyteczne?” – pyta kolejny ekspert.

Czytaj więcej

Rosja przyspiesza przygotowania do ataku na państwa NATO. Kraje bałtyckie czeka okupacja?

Od czasu do czasu sam Kreml podgrzewa atmosferę, np. zarzucając Estonii, że świadomie przepuszcza ukraińskie drony atakujące terminale naftowe w pobliżu Petersburga. Według Moskwy, czyni to z Tallina uczestnika agresji na Rosję ze wszystkimi tego konsekwencjami.

– Czy nasi zachodni partnerzy mają informacje swoich wywiadów o planach możliwego konfliktu z zachodnimi państwami? Mają. Czy Rosja rozmieściła kompleksy swego ofensywnego uzbrojenia bliżej swych zachodnich granic? Na Białorusi jest oddział, który ma na swym uzbrojeniu balistyczne rakiety średniego zasięgu „Oresznik”. Nasi partnerzy mają te informacje – mówił zastępca szefa administracji prezydenta Ukrainy, generał Paweł Palysa.

Postępy rosyjskiej armii na wschodzie Ukrainy od grudnia 2024 roku do grudnia 2025 roku

Postępy rosyjskiej armii na wschodzie Ukrainy od grudnia 2024 roku do grudnia 2025 roku

Foto: PAP

Pytanie, na które cały czas nie ma odpowiedzi, brzmi: po co to robi. Czy Kreml wykonuje tylko propagandowe manewry uzbrojeniem, które jest mu niepotrzebne w Ukrainie, czy może szykuje się do jakiejś akcji ofensywnej przeciw państwom należącym do NATO? W pierwszym przypadku byłby to rodzaj nacisku na Sojusz, by przestał pomagać Ukrainie (być może połączonego z akcjami dywersyjnymi). Jeśli to drugie, to gdzie taka akcja miałaby miejsce i jaki byłby jej cel?

Gdzie może uderzyć Władimir Putin. Od Dalekiej Północy po Wilno

Wojskowi, eksperci, niezależni badacze wskazują aż za wiele miejsc, na których mógłby spocząć wzrok Kremla. Pojawiające się od czasu do czasu plotki o ewentualnej próbie podbicia Mołdawii są od razu dezawuowane. By dostać się do swych wojsk w Naddniestrzu Moskwa musiałaby wykonać desant na ukraińskie wybrzeże i zdobyć Odessę, co nigdy w czasie wojny nie znajdowało się w zasięgu jej możliwości, a obecnie jest całkowicie wykluczone. Pobita rosyjska Flota Czarnomorska chowa się dziś po bazach, ale i tam dopadają ją ukraińskie drony.

Czytaj więcej

Korowaj: Rosja może zagrozić krajom bałtyckim, ale jej celem będzie raczej Kaukaz

Specjaliści pomijają raczej ewentualną możliwość rosyjskiego uderzenia na państwa kaukaskie: Gruzję, Azerbejdżan czy Kazachstan. Niepokojąca koncentracja wojsk Kremla odbywa się bowiem wzdłuż części jego zachodniej granicy. – Jeszcze od 2024 r., w ramach przyjętej wtedy strategii wzmacniania zachodnich rubieży, Rosjanie zaczęli zbierać wojska w Leningradzkim Okręgu Wojskowym, i mają tam nie mniej niż 70 tys. żołnierzy. Biorąc pod uwagę, że ich zgrupowanie uderzeniowe w Ukrainie, z którym zaczynali najazd liczyło ok. 150 tys. ludzi, to możemy uznać, że oba są porównywalne – sądzi jeden z ukraińskich ekspertów wojskowych.

Terytoria, które mógłby zaatakować Putin rozciągają się jednak od Dalekiej Północy (części Norwegii i Finlandii), szwedzkie wyspy na Morzu Bałtyckim, poprzez państwa bałtyckie, do granicy z Polską. Charakterystyczne, nikt z obserwatorów nie przewiduje bezpośredniego rosyjskiego ataku na dwa najsilniejsze wojskowo państwa regionu: Finlandię i Polskę. Finowie zaś mogliby zostać zaatakowani na północnym skrawku swego terytorium, ale już nie w pobliżu Petersburga.

Czytaj więcej

Gdzie Rosja zaatakuje Europę? Mołdawia, Estonia czy Finlandia?

Jednocześnie jednak w ciągu ostatnich miesięcy Rosjanie zabrali z granicy z Finlandią co najmniej dziewięć stacji radarowych (głównie wykrywających drony) i wysłali je na ukraiński front. Albo więc z lekceważeniem odnoszą się do uzbrajania natowskich armii w drony (rzeczywiście, odbywa się to bardzo wolno), albo Finlandia nie będzie ofiarą jego agresji. Kreml wyraźnie czuje respekt przed sprawnością i bitnością fińskiej armii, pamięć „wojny zimowej” z lat 1939-1940 r. nie zaginęła w rosyjskich elitach politycznych.

Rozbicie Sojuszu Północnoatlantyckiego to główny cel Rosji

Głównym celem Moskwy miałyby być państwa bałtyckie i NATO zdaje sobie z tego sprawę co najmniej od 2016 r. „W serii gier wojennych prowadzonych od lata 2014 r. do wiosny 2015 r. zbadano zakres i możliwy wynik bliskiej inwazji Rosji na państwa bałtyckie. Wynik jest jednoznaczny: NATO nie mogłoby skutecznie obronić terytorium swych najbardziej narażonych członków” – pisał wtedy amerykański think tank RAND.

Obecnie jednak Bałtowie sami szykują się do obrony, budując m.in. Bałtycką Linię Obronną na terenie Estonii i Łotwy. – Biorąc pod uwagę rodzaj uzbrojenia zbieranego w Leningradzkim Okręgu Wojskowym inwazja byłaby głównie pancerna. A główne uderzenie byłoby skierowane na Litwę – sądzi jeden z ukraińskich ekspertów. Wyjaśnia, że kolumny pancerne potrzebują dróg do szybkiego przemieszczania się (co było doskonale widać w pierwszej fazie rosyjskiego ataku na Ukrainę), a w Estonii i na Łotwie dominują niezbyt szerokie. Mieszkańcom wystarczają, najeźdźcom - nie, tym bardziej, że biegną przez łatwe do obrony lasy i bagna.

Czytaj więcej

Już nie tylko Ukraina. Na kogo Putin teraz napadnie

Na Litwie natomiast drogi są znacznie lepsze i sama stolica – naturalne centrum oporu – jest bardzo blisko granicy z Białorusią, sojusznikiem Rosji. Szybko mogłaby zostać przynajmniej otoczona przez Rosjan.

Warunkiem głównym powodzenia agresji byłby brak jednoznacznej reakcji NATO. To właśnie – a nie podboje terytorialne – miałoby być najważniejszym celem Putina. Wahania Sojuszu doprowadziłyby do rozłamu w nim. Tego właśnie chce lider z Kremla.