Rosja wciąż górą. Wojsko może przygotowywać się do ataku na kolejne miasto przy granicy

Ukraińskie oddziały nadal tracą teren pod naciskiem atakującej armii rosyjskiej.

Publikacja: 21.05.2024 20:24

Charkowscy strażacy na ruinach kolejnego domu po ugaszeniu pożaru

Charkowscy strażacy na ruinach kolejnego domu po ugaszeniu pożaru

Foto: SERGEY BOBOK / AFP

„Najwyraźniej przeciwnik mimo wszystko wprowadził do walki dodatkowe siły na kierunku charkowskim” – pisze w internecie ukraiński ekspert Konstanty Maszowec.

Zajadłe walki toczą się o miejscowość Wołczańsk, jeden z celów rosyjskiej ofensywy rozpoczętej 10 maja. – Nasi walczą o każdą ulicę, ogólnie front przebiega po rzeczce Wołczaja – mówił w poniedziałek w nocy jeden z urzędników miejscowej administracji.

Oznaczałoby to, że ukraińska armia utraciła już większość Wołczańska, w tym jego centrum. Jednak nawet Rosjanie przyznają się tylko do zdobycia „40 proc. miejscowości”. Możliwe, że wśród ruin trwają zaciekłe ataki i kontrataki, trudno zorientować się, kto i gdzie zajmuje pozycje oraz jaki teren kontroluje.

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 817 dniu wojny

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 817 dniu wojny

PAP

Dlaczego Rosja przeprowadziła atak Wołczańsk w obwodzie charkowskim?

Brytyjski tygodnik „The Economist” opublikował rosyjski plan ataku w obwodzie charkowskim (nie podaje jednak, skąd go wziął – możliwe, że od ukraińskiego wywiadu). Wynika z niego, że Wołczańsk miał być szybko zdobyty, a atakujące oddziały powinny były się posuwać na południe, wzdłuż zbiornika wodnego na rzece Doniec, do miejscowości Pieczeniegi.

Byłaby to część manewru częściowego okrążenia Charkowa. Z Pieczeniegów w zasięgu rosyjskiej artylerii znalazłoby się zarówno centrum przemysłowe Czuhujew, jak i sama metropolia. Jednocześnie atakując wprost z północy, Rosjanie chcieli dotrzeć do wioski Borszczewaja, skąd również mogliby ostrzeliwać Charków z armat.

Ale w tym rejonie natknęli się na błyskawicznie przetransportowaną ukraińską 92. Brygadę, która zagrodziła im drogę. Za to pod Wołczańskiem poszło im początkowo łatwiej, niż sądzili, bowiem ich wojska nie natknęły się na żadne przeszkody na granicy, nie było nawet min.

Czytaj więcej

Wołodomyr Zełenski wciąga sojuszników w bezpośrednie działania przeciw Rosji

Jeśli teraz zdobędą tę miejscowość, spróbują prawdopodobnie również posuwać się w dół rzeki Doniec, by w końcu odciąć ukraińskie oddziały w tej części Charkowszczyzny. Na razie im nie wychodzi, mimo że na pomoc ruszyły rosyjskie oddziały z południa, atakując Kupiańsk (w prostej linii 70 km na południowy wschód od Wołczańska).

Nieszczęsny Charków natomiast ostrzeliwany jest bez przerw z rakiet i atakowany dronami. Trudno sobie wyobrazić, co działoby się w drugim największym mieście Ukrainy, gdyby Rosjanie znów mogli ostrzeliwać go jeszcze też z dział.

Kolej na Sumy. To może być kolejny cel Rosji

W zajadłych walkach Ukraińcy w różnych miejscach frontu tracą bronione wioski, np. pod Kupiańskiem. Cały czas Rosjanie napierają w okolicach Bachmutu, Awdijiwki, Czasiw Jaru i Robotyne. Tam właśnie zdobywają po jednej miejscowości, ale nie do końca jest jasne, gdzie udało im się utrzymać dłużej, bo Ukraińcy zaciekle kontratakują (np. w miejscowości Biłohoriwka).

Pojawiło się jednak kolejne niebezpieczeństwo. Po ukraińskim wywiadzie również amerykański Institute for the Study of War ostrzega, że Rosjanie mogą koncentrować się do ataku na jeszcze jedno pograniczne miasto ukraińskie, Sumy. ISW uważa, że rosyjskich oddziałów jest za mało na poważne natarcie, ale mogą dokonać demonstracyjnego napadu, by odciągnąć ukraińskie siły z innych części frontu. Ten atak może być zsynchronizowany z jakimś uderzeniem na wschód od Wołczańska.

Czytaj więcej

Broń nuklearna przy granicy z Ukrainą. Rosja z Białorusią zaczynają ćwiczenia

Maszowec szacuje, że naprzeciw Sum Kreml zebrał 9–10 tys. żołnierzy, ale tworzą one nie w pełni sformowane jednostki, wśród których są tylko dwie szturmowe. Wszystkim brakuje żołnierzy i sprzętu, ich wartość bojowa nie jest duża, ale dla ewentualnej demonstracji w pełni wystarczają.

Tracąc teren na ziemi, Ukraińcy rewanżują się w powietrzu i na wodzie. Na Morzu Czarnym zepchnęli rosyjską flotę właściwie do portu w Noworosyjsku (na rosyjskim wybrzeżu). W ostatnich dniach trafili rakietami prawdopodobnie dwa okręty w Sewastopolu – możliwe, że były to ostatnie rosyjskie jednostki w tym porcie.

Podobnie jest w powietrzu, gdzie ukraińskie drony atakują rosyjskie rafinerie (nawet w Wyborgu, w pobliżu granicy z Finlandią) oraz wszelką możliwą infrastrukturę wojskową. Trafiono nawet jednostkę przeciwlotniczą stacjonującą na jednej z najwyższych gór Krymu, Aj-Petri. Ale te ataki nie wpływają bezpośrednio na sytuację na froncie.

„Najwyraźniej przeciwnik mimo wszystko wprowadził do walki dodatkowe siły na kierunku charkowskim” – pisze w internecie ukraiński ekspert Konstanty Maszowec.

Zajadłe walki toczą się o miejscowość Wołczańsk, jeden z celów rosyjskiej ofensywy rozpoczętej 10 maja. – Nasi walczą o każdą ulicę, ogólnie front przebiega po rzeczce Wołczaja – mówił w poniedziałek w nocy jeden z urzędników miejscowej administracji.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Hezbollah: Cypr stanie się celem, jeśli pozwoli Izraelowi na wykorzystanie swojego terytorium
Materiał Promocyjny
Naszą siłą jest różnorodność
Konflikty zbrojne
Media: Tylko 50 zakładników przetrzymywanych przez Hamas wciąż żyje
Konflikty zbrojne
Kiedy myśliwce F-16 dla Ukrainy? Holendrzy przekażą je już tego lata
Konflikty zbrojne
Wielka i wstydliwa tajemnica Kremla. Rosyjscy dezerterzy
Akcje Specjalne
Dekarbonizacja gospodarki bez wodoru będzie bardzo trudna
Konflikty zbrojne
Izrael ma gotowy plan inwazji na Liban. Nowa pełnoskalowa wojna?
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży