Jewgienij Prigożyn na Białorusi bardziej niebezpieczny niż broń atomowa

Ściągając lidera rosyjskich "psów wojny" na Białoruś Aleksandr Łukaszenko sprowadza do kraju zagrożenie większe niż taktyczna broń nuklearna.

Publikacja: 26.06.2023 15:04

Aleksandr Łukaszenko i Władimir Putin

Aleksandr Łukaszenko i Władimir Putin

Foto: AFP

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 488

Gdy Jewgienij Prigożyn prowadził armię swoich najemników na Kreml, najmniej można było się spodziewać, że kluczową rolę w zatrzymaniu jego „Marszu Sprawiedliwości” odegra Aleksander Łukaszenko. Z oficjalnych wypowiedzi przedstawicieli władz w Moskwie wynika, że białoruski dyktator na własne życzenie zaangażował się w negocjacje ze względu na swą wieloletnią znajomość z szefem Grupy Wagnera. I dla dobra swojego głównego sojusznika  Rosji. 

Łukaszenko, uważany za marionetkę Kremla (chociażby dlatego, że przepuścił rosyjskie wojska w momencie, gdy rozpoczynały one inwazję na na Ukrainę), uratował Rosję przed wojną domową. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja wydarzeń Moskwy. Co więcej, naczelny propagandysta Kremla, Władimir Sołowiow, zaproponował nawet, by nadać Łukaszence tytuł „bohatera Rosji”. Nie ustają też komplementy płynące z Moskwy pod adresem Mińska. Niewykluczone, że sprawa może mieć drugie dno.

Do kogo chciał się dodzwonić Jewgienij Prigożyn w czasie rebelii?

Z doniesień niezależnego rosyjskiego portalu Meduza, który powołuje się na wysokiej rangi urzędników w Moskwie wynika, że chronologia wydarzeń była nieco inna. Z informacji tych wynika, że Prigożyn, gdy Grupa Wagnera maszerowała na Moskwę, chciał rozmawiać wyłącznie z Putinem, ale gospodarz Kremla odmówił. Wówczas administracja rosyjskiego prezydenta miała „podsunąć” Prigożynowi Łukaszenkę, który się zgodził na rolę pośrednika, bo „lubi się promować”. 

Czytaj więcej

Rosyjski bloger wojskowy o rebelii: Jewgienij Prigożyn był tylko narzędziem

Jeżeli rzeczywiście to Putin poprosił Łukaszenkę o udział w negocjacjach, przeprowadzka Prigożyna na Białoruś może być elementem hybrydowej strategii Moskwy. Niewykluczone, że po rewizjach w petersburskim biurze i nagonce w mediach Kremla Prigożyn zabierze ze sobą na Białoruś całą swoją organizację. Ma co zaproponować Łukaszence, który na wszelkie sposoby próbuje ratować swoją gospodarkę w warunkach zachodnich sankcji i izolacji. Szacuje się, że ludzie Prigożyna tylko w państwach afrykańskich zarabiają setki milionów dolarów rocznie (niektórzy twierdzą, że ponad miliard), czerpiąc zyski z tamtejszych złóż m.in. diamentów, złota i innych surowców, dostęp do których otrzymują w zamian za świadczenie usług lokalnym dyktatorom. Kreml w ten sposób umywa ręce i oficjalnie odcina się od działalności firmy, która przez lata wykonywała „brudną robotę” w interesach Rosji. 

Naczelny propagandysta Kremla, Władimir Sołowiow, zaproponował, by nadać Łukaszence tytuł „bohatera Rosji”

Rozmieszczenie na terenie Białorusi choćby kilkunastu tysięcy uzbrojonych po zęby najemników Prigożyna, którzy w ciągu kilku godzin zajęli ponad milionowy Rostów nad Donem, byłoby złą wiadomością. Gorszą od rozmieszczenia taktycznej broni nuklearnej. Białoruski dyktator otrzymałby siłę, którą będzie mógł wykorzystać do tłumienia ewentualnych protestów czy zamieszek, nie angażując w to własnych służb. Poza tym byłby to nowy argument reżimu w relacjach z „wrogimi” sąsiadami. Ukraińców Łukaszenko będzie straszył „wagnerowcami”, próbując w ten sposób zniwelować nawet teoretyczną możliwość wkroczenia z terytorium Ukrainy na Białoruś białoruskiego pułku Kalinowskiego. Mińsk już raz Rosjan przepuścił, więc może przepuścić najemników, nie ponosząc za nich i ich działania odpowiedzialności. Polskę i państwa bałtyckie, które Łukaszenko próbował (i nadal próbuje) atakować nielegalnymi migrantami, teraz będzie szachował Prigożynem.

Czytaj więcej

Rosja: Nie wiadomo gdzie są Prigożyn i Putin

W co naprawdę gra Aleksandr Łukaszenko

Łukaszenko od początku swoich rządów unika rozmieszczenia na terenie Białorusi stałej rosyjskiej bazy wojskowej. Pomijając ochronę kilku strategicznych obiektów (chodzi o urządzenia radiolokacyjne), każda inna obecność rosyjskiej armii na Białorusi jest tymczasowa. Rotacja tych sił trwa cały czas, ale swojej stałej bazy (tak jak np. Armenii czy Tadżykistanie) Rosjanie na Białorusi nie mają. Gdyby Łukaszenko wpuścił na Białoruś nie tylko Prigożyna, ale i jego "psy wojny", byłaby to sytuacja bezprecedensowa. Białoruski dyktator straciłby monopol na przemoc, który posiada przez niemal trzy dekady swoich rządów. W dodatku w każdej chwili i w razie potrzeby siły te mogłyby wywrócić jego reżim do góry nogami, a Kreml oficjalnie nie miałby z tym nic wspólnego. 

Czytaj więcej

Jak wyglądały negocjacje Prigożyna z władzami Rosji? "Putina nigdzie nie było"

W światowych mediach Grupa Wagnera kojarzy się ze zmobilizowanymi na wojnę z Ukrainą więźniami. I rzadko się wspomina, że została założona przez niejakiego Dmitrija Utkina, zasłużonego i odznaczonego przez Putina byłego oficera rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Wielu byłych wojskowych i funkcjonariuszy służb dołączyło do niego. A, jak mówi stare rosyjskie powiedzenie, w Rosji nie ma „byłych” funkcjonariuszy.

Konflikty zbrojne
Ukraińska ustawa o mobilizacji. Służyć na froncie aż do końca
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konflikty zbrojne
Dlaczego Rosja zaatakowała elektrownie na Ukrainie? Putin: Musieliśmy
Konflikty zbrojne
Na Ukrainie przegłosowano ustawę o mobilizacji
Konflikty zbrojne
USA alarmują: Izrael może zostać zaatakowany. Już w najbliższych dniach
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Konflikty zbrojne
Dmytro Kułeba: Wszystkie wyrzutnie rakiet Patriot powinny być na Ukrainie