Kto był w Mariupolu? Putin czy jego sobowtór?

Mimo, że rosyjski przywódca pierwszy raz odwiedził okupowane części Ukrainy w niedzielę, spory i dyskusje o jego wizycie trwają do dziś.

Publikacja: 21.03.2023 15:16

Władimir Putin w czasie wizyty w Mariupolu

Władimir Putin w czasie wizyty w Mariupolu

Foto: AFP

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 391

W nocy z soboty na niedzielę Władimir Putin pierwszy raz od początku wojny pojawił się na podbitych terenach. Nocą zwiedzał Mariupol, prawie całkowicie zrujnowany przez Rosjan w trakcie ponad dwumiesięcznego oblężenia rok temu.

- Wszystkie kadry nakręcono tak, by nie było widać samego miasta. Noc kradnie ruiny. Można przejechać obok postrzelanego budynku, a przy tym widz nic nie zauważy. I dojechać do jedynego – jak rozumiem – zbudowanego od nowa kwartału i tam pięknie spacerować, pokazywać, gdzie przyszła Rosja, co ona tam stworzyła i pobudowała – opisywał wizytę Putina niezależny, rosyjski publicysta Iwan Preobrażenski.

Czytaj więcej

Rosyjskie media państwowe: Putin z niespodziewaną wizytą w Mariupolu

Jednak spotkanie z mieszkańcami kilku kolorowych bloków, stojących w morzu ruin nie wyszło tak, jak zaplanowano. – Modlimy się za was – przekonywała jedna z mieszkanek, w której Ukraińcy rozpoznali Irinę Wołosatową, która w czasie walk i tuż po nich zajmowała się okradaniem rozbitych mieszkań swoich sąsiadów w Mariupolu.

Ale oryginalne nagranie szybko zniknęło ze strony Kremla, bowiem słychać było okrzyki innej mieszkanki. – To wszystko pokazucha! To wszystko kłamstwo ! – krzyczała. Na pierwotnym nagraniu widać, że towarzyszący Putinowi wicepremier Marat Chusnulin pokazuje coś ludziom po cywilnemu, a ci ruszają w kierunku jednego z dwupiętrowych budynków.

- To było dość zaskakujące, nawet dla nas – przyznał ukraiński burmistrz Mariupola Petro Andriuszczenko. Nie ukrywał, że wie już, kto krzyczał w stronę Putina, ale nie poda nazwiska, by „nie naprowadzać FSB (rosyjskiej policji politycznej)”.

Zachodni eksperci wojskowi zaczęli zaś zastanawiać się, czy zniszczenie tydzień temu przez Rosjan amerykańskiego drona nie miało związku z planowaną wizytą Putina na okupowanych terenach

- Wiemy, jaka kategoria ludzi mieszka w tym świeżo zbudowanym kwartale domów. Specjalnie dobrani, powiedzmy wprost – godni zaufania, przefiltrowani, popierający rosyjski reżim. Taka mała koncentracja prorosyjskiej ludności Mariupola w jednym punkcie – wyjaśnia dlaczego sytuacja go zaskoczyła.

Wydaje się, że FSB nie złapała protestującej.

Czytaj więcej

Putin usłyszał w Mariupolu "to wszystko kłamstwa, to na pokaz"

Putin zaś podobno nie jeździł po Mariupolu swą słynną kolumną samochodową (liczącą kilkadziesiąt maszyn), ale sam miał prowadzić samochód. Dla niego tym razem nawet nie zatrzymano ruchu ulicznego.

- (Organizatorzy wizyty) świetnie rozumieli, że na tych terenach znaczna większość ludzi nadal jest absolutnie nielojalna wobec Rosji. To po prostu terytoria okupowane. Gdyby tylko stało się jasnym, że dzieje się coś dziwnego, natychmiast sygnał (stamtąd) poszedłby do Kijowa. Gdyby sygnał doszedł do Kijowa, to organizatorzy bali się, że Ukraińcy natychmiast by uderzyli. Bo Kreml absolutnie nie wierzy, że Kijów nie ma broni dalekiego zasięgu. A po drugie ukraińska armia nadal ma wystarczająco silne lotnictwo, by uderzyć w Mariupol – sądzi Preobrażenski.

Putin bardzo dba o swoje bezpieczeństwo, czego symbolem stał się ogromny, długi stół, jaki oddziela się od odwiedzających go gości

Zachodni eksperci wojskowi zaczęli zaś zastanawiać się, czy zniszczenie tydzień temu przez Rosjan amerykańskiego drona nie miało związku z planowaną wizytą Putina na okupowanych terenach. MQ-9 Reaper swoimi kamerami i czujnikami doskonale „widzi” cały półwysep krymski oraz przyległe tereny. Operatorzy szybko zorientowaliby się – mimo nocy – że dzieje się coś niezwykłego.

Po zniszczeniu Reapera zaś kolejne amerykańskie drony latały nad Morzem Czarnym znacznie dalej od Krymu. Mariupol znalazł się poza ich zasięgiem.

Nocnej wizycie Putina towarzyszą same zagadki. Najważniejszą z nich jest jednak, kto tak naprawdę pojechał do okupowanego miasta: on czy jakiś jego sobowtór.

Wątpliwości powstały już z powodu samego przyjazdu. Putin bardzo dba o swoje bezpieczeństwo, czego symbolem stał się ogromny, długi stół, jaki oddziela się od odwiedzających go gości. Trudno było sobie wyobrazić, że tak tchórzliwie zachowujący się na co dzień przywódca nagle, po raz pierwszy pojedzie na tereny okupowane.

Po 2014 roku odwiedzał tylko Krym. Nigdy zaś nie był w Doniecku czy Ługańsku, które i wtedy i obecnie kremlowska propaganda wskazuje jako główne przyczyny wojny.

Ale główną falę spekulacji wywołały rzucające się w oczy różnice w wyglądzie między prezydentem, który odwiedzał Mariupol, a prezydentem widywanym na co dzień.

- Co zrozumiałe, sieci społecznościom natychmiast zapełniły się opowieściami o sobowtórach. Ale rzeczywiście:  jak wygląda obecnie Putin, jak w ostatnim czasie bardzo szybko zmienia się jego twarz, jak szybko starzeje się. My niezbyt często widzimy go – nazwijmy to – bez makijażu. Oczywiście (w Mariupolu) miał makijaż, no ale (nocne) zdjęcia były dalekie od jakości telewizyjnego studia – wyjaśnia Preobrażenski.

Ponieważ jednak „proces starzenia się” Putina był bardzo szybki, to plotki nie ucichają.

Konflikty zbrojne
Brytyjski wywiad: Wojska Ukrainy prowadzą "znaczące operacje" na froncie
Konflikty zbrojne
Członkowie komisji Kongresu wezwali Biały Dom do natychmiastowego dostarczenia Ukrainie pocisków ATACMS
Konflikty zbrojne
Rosja buduje wspólnie z Iranem fabrykę dronów. Produkcja może ruszyć na początku roku
Konflikty zbrojne
Generał Waldemar Skrzypczak: Główne uderzenie na południe będzie oznaczać duże straty dla Ukrainy
Konflikty zbrojne
Rosjanie w Warszawie o wojnie z Putinem i nowej Rosji