Czytaj więcej
24 lutego 2022 r. Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę.
Dwaj bojownicy zostali schwytani przez siły ukraińskie pod koniec ubiegłego roku. Obaj są żonaci, mają dzieci i zostali zwerbowani podczas pobytu w więzieniu. Jeden z nich odbywał 20-letni wyrok za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Dziennikarze CNN poinformowali rosyjskich najemników, że w każdej chwili mogą zakończyć rozmowę, ale nie skorzystali z tej możliwości. Przez ponad godzinę opowiadali o swoich doświadczeniach.
Obaj bojownicy opowiadali o potwornych stratach podczas szturmów "pierwszej fali" przypominających szarże z I wojny światowej.
- Było nas 90 osób. Sześćdziesięciu zginęło w tym pierwszym szturmie, zabitych przez ogień moździerzowy. Garstka pozostała rannych - mówił jeden z nich, wspominając swój pierwszy szturm w pobliżu wsi Biłohoriwka. - Jeśli jednej grupie się nie udaje, od razu wysyłana jest druga. Jeśli druga jest nieudana, wysyłają kolejną grupę - wspominają.
Drugi bojownik brał udział w trwającym pięć dni natarciu przez las w pobliżu Lisiczańska na granicy ługańsko-donieckiej na wschodniej Ukrainie.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich dwóch tygodni Rosja poniosła prawdopodobnie największe straty od pierwszego tygodnia inwazji na Ukrainę.
- Pierwsze kroki do lasu były trudne z powodu rozrzuconych min lądowych. Z 10 chłopaków siedmiu zginęło od razu - powiedział. - Nie można było pomóc rannym. Ukraińcy mocno nas ostrzeliwali, więc nawet jeśli ich rany były niewielkie, musisz iść dalej, inaczej to ty obrywasz - dodał.
- Jesteś na miejscu przez pięć dni, ludzie umierają tuż obok mnie, modlą się do Boga, błagają o wodę. Myślisz, że możesz odłożyć broń i nic więcej się nie stanie. A potem walka zaczyna się od nowa 10 minut później, (Ukraińcy) ciągle przychodzą. Fala za falą - wspominał.
Rosjanin powiedział, że u niego zadziałał instynkt samozachowawczy, ale inni zamarli. - Niektórzy zatrzymywali się w lesie i rzucali broń. Ale porzucić broń, to znaleźć się pod ostrzałem snajpera i zginąć - przekazał.
Z ich relacji wynika, że na froncie nie było ewakuacji rannych, a opatrywaniem ran musieli się sami zajmować. - Kiedy pojawiają się ofiary, dostajesz rozkaz, żeby je załadować i nie zastanawiasz się, kto jest martwy, a kto ranny - powiedzieli.
Obaj mówią, że po kilku tygodniach na froncie kierowali się jedną myślą: po prostu przeżyć. - Miałem po prostu chęć przetrwania, bez względu na koszty - mówi jeden z nich.
- Wydawałoby się, że coś poczujesz (po zabiciu kogoś), ale nie, po prostu idziesz dalej - dodaje.
Czytaj więcej
Medialna aktywność Jewgienija Prigożyna, szefa grupy Wagnera, który po akcji rekrutacyjnej w więzieniach pozyskał 50-tysięczną "armię" i postanowił...
Zwracają uwagę, że nie mogli odmówić wykonania rozkazu, bo oznaczałoby to śmierć. - Jeden mężczyzna został na stanowisku, bardzo się bał, to był jego pierwszy szturm. Otrzymaliśmy rozkaz, aby biec do przodu, Aae ten człowiek schował się pod drzewem i odmówił. Zostało to zgłoszone do dowództwa. Zabrano go 50 metrów od bazy. Kopał sobie grób i wtedy został zastrzelony - wspomina jeden z najemników.
Jak doszło do zwerbowania więźniów? Mężczyźni informują, że Jewgienij Prigożyn śmigłowcem przyleciał do więzienia. -
- Rozważyłem, że sześć miesięcy jest lepsze niż 10 lub 11 lat, które mogę jeszcze spędzić w więzieniu... Chciałem po prostu mieć świeży start w życiu - mówi najemnik.
- Myśleliśmy, że będziemy walczyć z Polakami i różnymi najemnikami. Niemcami. Nie sądziliśmy, że ktoś tam został w armii ukraińskiej. Myśleliśmy, że wyjechali z kraju - dodają.
- Stało się jasne, że oni tylko snują kłamstwa, aby skłonić nas do dołączenia do walki z Ukraińcami. Nikt tak naprawdę nie myślał, że Siły Zbrojne Ukrainy będą rzeczywiście walczyć o swój własny kraj, o swoich bliskich. Dowiedzieliśmy się tego dopiero po pojawieniu się na miejscu - przekazują.
Obaj przyznają, że żałują swojej decyzji, ale jednocześnie chcą wrócić do kraju. - Nie obchodzi mnie Rosja, ale chcę po prostu wrócić do domu - mówi jeden z nich.