Ze słów Zełenskiego wynika, że w poniedziałek przeciwko celom na Ukrainie Rosja wystrzeliła ok. 70 rakiet.

- Niestety nadal nie możemy zapewnić pełnego bezpieczeństwa naszego nieba - kilka rakiet trafiło w cele - mówił ukraiński prezydent. - Niestety są ofiary. Do teraz wiadomo o czterech osobach zabitych w wyniku dzisiejszych ataków rakietowych - dodał.

Zełenski podkreślił również, że "po raz kolejny rosyjski terror był odczuwalny również w innych państwach. - Doszło do przerw w dostawach prądu w Mołdawii. To po raz kolejny dowodzi, że rosyjskie zdolności do przeprowadzania takich zmasowanych ataków terrorystycznych, są zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale też dla całego regionu. Co najmniej - mówił.

Rosja atakuje infrastrukturę krytyczną - w szczególności energetyczną - Ukrainy od 10 października. Skutkiem ataków są przerwy w dostawach prądu, ale również ciepła i wody w czasie, gdy temperatury na Ukrainie spadły już poniżej zera stopni Celsjusza w związku z nadciągającą zimą.

USA: Rosja nie zmusi Ukraińców do poddania się

- W wielu obwodach dojdzie do awaryjnych przerw w dostawach prądu - mówił w poniedziałek wieczorem Zełenski. - Robimy wszystko, co możliwe, by przywrócić stabilność (systemu dostaw prądu - red.) - dodał.

Czytaj więcej

Eksplozje na rosyjskich lotniskach. Nieoficjalnie: Na bombowce Tu-95 spadł dron

W czwartek w USA ma dojść do wirtualnego spotkania przedstawicieli administracji oraz koncernów naftowych i gazowych, które ma być poświęcone rozmowie na temat tego, jak wesprzeć sektor energetyczny Ukrainy - podaje Reuters.

Tymczasem sekretarz stanu USA, Antony Blinken oświadczył, że Rosji "nie uda się gambit, którego próbuje dokonać, by zmusić Ukraińców do poddania się".

- Dopóki Rosja nie pokaże, że jest zainteresowana znaczącymi rozmowami dyplomatycznymi, nic nie osiągnie - oświadczył Blinken dodając, że jeśli Rosja wyśle sygnał, że jest gotowa na poważne rozmowy, USA odpowiedzą na to pozytywnie.

Ukraińcy mogliby zaatakować Moskwę?

W poniedziałek resort obrony Rosji potwierdził, że ukraińskie drony zaatakowały dwie bazy rosyjskich sił powietrznych, w Riazaniu i Saratowie, znajdujące się setki kilometrów od granic Ukrainy. W wyniku ataków zginęło trzech rosyjskich żołnierzy, rannych zostało czterech kolejnych, uszkodzone zostały również, przez spadające szczątki zestrzelonych dronów, dwa rosyjskie samoloty bojowe.

Ukraina nie przyznała się oficjalnie do ataków. Gdyby rzeczywiście je przeprowadziła, byłyby to najgłębsze ukraińskie uderzenia na cele położone w Rosji, od rozpoczęcia przez Moskwę inwazji na Ukrainę.

"New York Times", cytując przedstawiciela ukraińskich władz podaje, że drony, które zaatakowały dwa rosyjskie lotniska, wystartowały z terytorium Ukrainy. Co najmniej jedno z uderzeń miało zostać przeprowadzone z pomocą sił specjalnych działających w pobliżu jednego z zaatakowanych lotnisk.

Rosyjski resort obrony poinformował, że atak był "aktem terroru, którego celem było unieruchomienie bombowców dalekiego zasięgu". Lotnisko w Riazaniu, na którym zginęło trzech żołnierzy, znajduje się 185 km na południowy-wschód od Moskwy.

Ministerstwo obrony Rosji podkreśliło, że odpowiedzią Rosji na atak na lotniska było "zmasowane uderzenie na cele wojskowe" na Ukrainie i inne cele z użyciem "precyzyjnych rakiet wystrzelonych z powietrza i wody". W czasie ataku trafionych miało zostać 17 obiektów.

Lotnisko w Saratowie znajduje się ok. 600 km od terytorium Ukrainy. Rosyjscy komentatorzy podkreślają w mediach społecznościowych, że jeśli Ukraina może atakować cele położone tak głęboko w Rosji, może również być w stanie zaatakować Moskwę.