Czytaj więcej
24 lutego Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Wołodymyr Zełenski przekonuje, że Rosja wysyła na front skazańców.
Ukraińskie media informują, że stolica Ukrainy została zaatakowana z użyciem dronów-kamikadze Shahed-136.
Mer Kijowa, Witalij Kliczko, na swoim kanale w serwisie Telegram poinformował o tym, że do potężnej eksplozji doszło w rejonie szewczenkowskim, w centrum Kijowa. Na miejsce miały udać się służby ratunkowe.
W kolejnym wpisie Kliczko podał, że w wyniku ataku z użyciem drona w budynku niemieszkalnym w rejonie szewczenkowskim wybuchł pożar. Uszkodzonych miało zostać też kilka budynków mieszkalnych.
Do ataku doszło tydzień po zmasowanym ataku rakietowym, który Rosja przeprowadziła na ukraińskie miasta, w tym na Kijów. W atakach sprzed tygodnia zginęło 20 osób.
"Rosjanie myślą, że to im pomoże, ale takie działania tylko przedłużą ich agonię" - napisał na swoim kanale w serwisie Telegram szef kancelarii prezydenta Ukrainy, Andrij Jermak. Wpis Jermaka potwierdza, że do ataku na Kijów doszło przy wykorzystaniu dronów-kamikadze.
"Potrzebujemy więcej zestawów obrony przeciwlotniczej tak szybko, jak to możliwe. Nie ma czasu na powolne działania. Więcej broni do obrony nieba i niszczenia wroga. Niech tak się stanie" - napisał Jermak.
Ukraiński serwis Trucha zamieścił zdjęcie szczątków jednego z dronów, które zaatakowały Kijów.
Po kilkudziesięciu minutach od informacji o trzech eksplozjach pojawiły się doniesienia o kolejnych wybuchach. O tym, że w rejonie szewczenkowskim doszło do dwóch kolejnych eksplozji pisze na swoim kanale w serwisie Telegram mer Kijowa. Kliczko apeluje do mieszkańców, aby pozostali w schronach.