„Przyjechali, pijani albo półpijani wyłażą z autobusów. Mówią, że nic nie rozumieją. Niektórzy w ogóle położyli się na ziemi (koło autobusów) i śpią” – tak rosyjskie wydanie „Ważnyje Istorii” opisuje zwożenie do dalekowschodniej Czyty poborowych z pobliskich miejscowości.

Marsz „alkobatalionów”

Poborowi towarzyszą bijatyki pijanych rezerwistów między sobą. W co najmniej dwóch miejscowościach jednak pobili się oni z policjantami, próbując zabrać ich ze sobą „na wojnę”. Wiadomo już o kilkunastu próbach podpaleń siedzib wojskowych komisji poborowych, pięciu budynków administracji i jednej siedziby putinowskiej partii Jedna Rosja.

– „Alkobataliony” idą przez kraj – opisał sytuację jeden z rosyjskich opozycjonistów.

Próbując zapanować nad pojawiającym się chaosem, prezydent zdymisjonował w sobotę wiceministra obrony odpowiedzialnego za zaopatrzenie i rezerwy, a na jego miejsce powołał generała Michaiła Mizincewa, zwanego „rzeźnikiem z Mariupola”. W czasie oblężenia miasta domagał się ostrzeliwania rejonów mieszkalnych i brutalnie postępował z cywilnymi uciekinierami.

Teraz wydał rozkaz komisjom poborowym, by wykonywały ściśle ustawę i złagodziły podejście do poborowych. Oficjalnie do wojska zostanie powołanych 300 tys. ludzi, ale pojawiły się już informacje, że pobór może objąć 1–1,2 mln.

Mizincew nic jednak nie może zrobić z uzbrojeniem i wyposażeniem. „Wszystko, co mobilizowani biorą ze sobą, odbierają im na punktach zbornych. (…) Ludzie za własne pieniądze kupują to, czego nie dostaną na froncie, a tyłowi maruderzy okradają ich” – skarżą się rosyjscy imperialiści popierający wojnę i pobór. Wśród rzeczy, do których kupna wcześniej zachęcano rezerwistów, są m.in. apteczki, kurtki mundurowe, buty, a nawet noktowizory.

Zemsta imperialistów

Oprócz powszechnego pijaństwa, maruderstwa i korupcji pojawiły się też zarzuty o czystki etniczne.

Działacze różnych narodowości mieszkających w Rosji twierdzą, że wśród mobilizowanych nieproporcjonalnie dużo jest przedstawicieli narodów nierosyjskich.

– Przywitamy was serdecznie – zwrócił się do nich były prezydent (do 2017 r.) sąsiadującej z Rosją Mongolii Cachiagijn Elbegdordż, wzywając Buriatów, Tuwińców i Kałmuków, by uciekali przed poborem właśnie do jego kraju.

Z okupowanego Krymu nadchodzą zaś informacje, że „prawie 90 proc. kart poborowych otrzymali Krymscy Tatarzy. Tymczasem stanowią oni 13–15 proc. mieszkańców półwyspu”. Wywołało to ich masową ucieczkę z Krymu i Rosji, już nazwaną przez imperialistycznych, rosyjskich propagandystów „samodeportacją”.

– Putinowska sfora jest wyjątkowo pomysłowa, gdy rzecz dotyczy zwalczania przeciwników reżimu – skonstatował rosyjski opozycjonista Siergiej Aleksaszenko.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Nie nazywajmy tego „referendami”

Część Tatarów ma jednak problemy z przekroczeniem granicy np. z Gruzją, gdyż gruzińska straż graniczna nie wpuszcza samochodów z anektowanego Krymu z rosyjskimi tablicami rejestracyjnymi.

W dodatku, według szacunków ukraińskiego wywiadu w sąsiadujących z Krymem obwodach ługańskim i donieckim od wybuchu wojny do wojska powołano 70–100 tys. ludzi. Gorzej uzbrojeni i wyekwipowani niż Rosjanie ponoszą znacznie większe straty.

Skutki poboru podsumowali już ekonomiści. „Zmobilizowani będą wysyłani na front po kilku miesiącach szkoleń (a może tylko tygodni) jako »mięso armatnie«. Ich straty będą porównywalne ze stratami oddziałów z Doniecka. Na koniec czerwca brytyjski wywiad szacował je na 55 proc. od stanu początkowego. Można założyć, że w ciągu najbliższych miesięcy straty wśród poborowych mogą wynieść 60–70 proc. (…) W sumie Rosja może stracić do 10 proc. mężczyzn w wieku 20–29 lat” – napisali dwaj Rosjanie wykładający na zachodnich uczelniach, Oleg Ichoki i Maksim Mironow.