Władimir Putin pcha Emmanuela Macrona ku Algierii. Prezydent Francji z wizytą w poszukiwaniu gazu

Gdy Kreml odciął dostawy gazu do Unii, algierska alternatywa jest na wagę złota. Ale wizyta prezydenta to też ostatnia szansa na uratowanie wpływów w dawnej kolonii.

Publikacja: 25.08.2022 22:08

Prezydent Emmanuel Macron podejmowany przez głowę państwa algierskiego, Abd al-Madżida Tabbuna

Prezydent Emmanuel Macron podejmowany przez głowę państwa algierskiego, Abd al-Madżida Tabbuna

Foto: Ludovic MARIN/AFP

„Przepraszam!” Czy Algieria jest w oczach Paryża warta takiej deklaracji? Do soboty Emmanuel Macron będzie miał wiele okazji, aby to słowo wypowiedzieć: najpierw złożenie wieńców pod Pomnikiem Męczenników. Potem spotkanie z prezydentem Abd al-Madżidem Tabbunem. A może wybierze wizytę w głównym meczecie Algieru, największym w Afryce (jego minaret zbudowany przez Chińczyków sięga 265 metrów). Chyba że to będzie Oran, gdzie Macron zwieńczy swoją podróż?

Jeśli się na to zdobędzie, francuski przywódca może przełamać głęboki kryzys w relacjach między oboma krajami. I uratować resztki wpływów, jakie republika zachowuje w państwie, które przez 132 lata było immanentną częścią Francji.

Półtora miliona ofiar

Chodzi o zakończoną w 1962 r. wojnę algierską, w której zdaniem francuskich historyków zginęło 500 tys. osób (z czego 400 tys. Algierczyków), a w oczach badaczy z Algieru nawet półtora miliona. Czyli proporcjonalnie (algierskie departamenty zamorskie liczyły wtedy 11 mln mieszkańców) niewiele mniej niż ludność, którą straciła Polska w trakcie II wojny światowej.

Czytaj więcej

Niemcy szukają alternatywy dla gazu z Rosji. Macron blokuje rozwiązanie

Nie jest jednak jasne, do jakiego stopnia Francuzi, którzy są przywiązani do wizerunku kraju niosącego ideały Deklaracji praw człowieka i obywatela z 1789 r., są na to gotowi.

– To będzie wizyta na kolanach – ostrzega Louis Aliot, mer Perpignan i były partner Marine Le Pen.

Algieria wymyka się Francuzom. To jest ostatni moment na zachowanie w niej francuskich wpływów

Sebastian Boussoi

Sam Macron w tej sprawie do tej pory kluczył. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej w 2017 r. wiele zaryzykował, mówiąc, że „kolonializm był zbrodnią przeciw ludzkości”. A niedawno, w czasie obchodów rocznicy śmierci z rąk francuskich sił bezpieczeństwa działacza na rzecz algierskiej niepodległości i matematyka Maurice’a Audina, przyznał, że torturowanie Algierczyków (w czym m.in. uczestniczył ojciec Marine Le Pen) było codzienną praktyką francuskich kolonizatorów.

Ale rok temu prezydent zadawał pytanie, czy gdyby nie Francuzi, algierski naród w ogóle by powstał. I nie bez racji zarzucił autorytarnym władzom w Algierze wykorzystywanie pamięci o wojnie dla umocnienia reżimu. Algierskie władze odpowiedziały odwołaniem ambasadora w Paryżu. A sam Macron w trakcie pierwszej kadencji tylko raz pojawił się na krótko w Algierze pod koniec 2017 r.

Ale Francja dłużej czekać nie może. – Algieria wymyka się Francuzom. To jest ostatni moment na zachowanie w niej francuskich wpływów – mówi „Rz” Sebastian Boussois, znawca krajów Maghrebu na Universite Libre de Bruxelles (ULB).

W czasach, gdy Putin odcina dostawy rosyjskiego gazu dla Europy, na plan pierwszy wysuwa się współpraca energetyczna. – Algieria jest piątym co do wielkości producentem tego surowca na świecie. Mogłaby więc w istotny sposób uzupełnić lukę, jaka powstała z powodu wojny w Ukrainie w Unii – wskazuje Boussois.

W 90-osobowej delegacji, która poleciała w ten czwartek z Macronem do Algierii, znalazła się więc Catherine MacGregor, prezes francuskiego koncernu energetycznego Engie, uczestniczącego także w konsorcjum budującym do niedawna Nord Stream 2. Jednak Paryż, który od dekad postawił na energetykę jądrową, do tej pory niechętnie widział konkurencję w Europie tańszego źródła zasilania, jakim jest gaz. Francuzi dali się ubiec przez Włochów: w czerwcu Mario Draghi zawarł z Algierczykami megakontrakt na import gazu. Surowiec ten jest też tłoczony w coraz większym stopniu przez gazociąg łączący Algierię z Hiszpanią. Francuzi muszą więc na tym polu nadrobić zaległości, jeśli chcą pozostać liczącym się graczem gospodarczym w dawnej kolonii. Już teraz spadli na drugie miejsce (za Chinami) na liście największych partnerów handlowych Algierii. Z obrotami wartymi 7 mld euro w 2021 r. relacje te są zresztą skromne, jeśli porównać je np. do wymiany polsko-niemieckiej dochodzącej do 150 mld euro rocznie.

Angielski za francuski

Algieria jest też potrzebna Francji z powodów bezpieczeństwa. Z polecenia Macrona właśnie zakończyła się francuska misja wojskowa w Mali: utrzymująca bliskie kontakty z Moskwą junta wojskowa w Bamako domagała się jej wycofania. Teraz Francuzi będą się starali powstrzymać islamski terroryzm w regionie Sahelu przede wszystkim z baz w Nigrze. Jednak bez współpracy z Algierią jest to logistycznie niemal niemożliwie. Tyle że dawna kolonia, która w listopadzie będzie przeprowadzać wspólne ćwiczenia z Rosją przy granicy z Marokiem (Desert Shield) i od lat zaopatruje się w broń w Moskwie, wcale nie pali się do takiej współpracy. Od wojny wyzwoleńczej i porozumień z Evian, które pozwoliły na ogłoszenie niezależnej Algierii (za kilka dni kraj będzie obchodził 60. rocznicę niepodległości), potężny, nastawiony przeciw Francji aparat wojskowy i bezpieczeństwa nadaje ton polityce kraju.

30 proc.

młodych Algierczyków nie ma pracy w swojej ojczyźnie

Jeszcze więcej jest ich pozbawiona we Francji

Na przeszkodzie do porozumienia stoi także kwestia masowej emigracji Algierczyków do Francji, których nowa ojczyzna nie potrafiła skutecznie zintegrować. Licząca przynajmniej 4 mln osób wspólnota to wynik porozumienia z 1968 r., które dały poważne preferencje dla przyjezdnych z Francji na rynku pracy dawnej metropolii. Francja, u szczytu wzrostu gospodarczego, potrzebowała rąk do pracy w przemyśle. Gdy jednak uderzył kryzys w latach 70., algierska mniejszość znalazła się na marginesie gospodarki i nigdy się z tego nie podniosła. Dziś 30 proc. młodych Algierczyków nie ma pracy w swojej ojczyźnie, ale jeszcze więcej jest ich pozbawiona we Francji. Mimo to nacisk na emigrację do dawnego kolonizatora jest ogromny, bo po sześciu dekadach niepodległości rządzony przez skorumpowaną armię kraj przeżywa gospodarczą katastrofę: różnica w poziomie życia między Algierią i Francją jest porównywalna do różnicy między Niemcami i Ukrainą sprzed rosyjskiej inwazji. Dodatkowym problemem dla Paryża jest niezwykły przyrost naturalny wśród algierskich imigrantów (3,6 dzieci na kobietę). Z tych wszystkich powodów Macron drastycznie ograniczył liczbę wiz wydawanych przyjezdnym z Algierii (podobnie jak Maroka i Tunezji). Teraz algierskie władze stawiają jednak jako warunek porozumienia zniesienie tych limitów.

Być może jednak to znaczenie języka francuskiego w Algierii wywołuje największe zaniepokojenie w Paryżu. W czerwcu prezydent Abd al-Madżid Tabbun polecił zamienić francuski na angielski jako pierwszy obcy język nauczany w szkołach podstawowych. Wcześniej tak już było w szkołach średnich i wyższych.

„Przepraszam!” Czy Algieria jest w oczach Paryża warta takiej deklaracji? Do soboty Emmanuel Macron będzie miał wiele okazji, aby to słowo wypowiedzieć: najpierw złożenie wieńców pod Pomnikiem Męczenników. Potem spotkanie z prezydentem Abd al-Madżidem Tabbunem. A może wybierze wizytę w głównym meczecie Algieru, największym w Afryce (jego minaret zbudowany przez Chińczyków sięga 265 metrów). Chyba że to będzie Oran, gdzie Macron zwieńczy swoją podróż?

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 815
Konflikty zbrojne
Ukraina prosi USA o pomoc w namierzaniu celów w Rosji. Chce uderzyć własną bronią
Konflikty zbrojne
Rakiety USA na Ukrainie. Miedwiediew grozi strefą sanitarną na terytorium Polski
Konflikty zbrojne
Ofensywa Rosji wokół Charkowa. Szef NATO w Europie ocenił szansę wojsk Putina
Konflikty zbrojne
Ukraińcy oskarżają Rosjan o zabijanie cywilów w Wołczańsku