Główny Dyrektoriat Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy pisze o tym na swoim kanale w serwisie Telegram.
Jak czytamy wokół rodzin marynarzy, którzy zginęli na pokładzie krążownika Moskwa, rośnie napięcie. Krążownik zatonął 14 kwietnia, po tym jak trafiły go dwie ukraińskie rakiety przeciwokrętowe Neptun.
W Rosji specjalna grupa psychologów, lekarzy i prawników miała zostać powołana, by pracować z krewnymi poległych marynarzy - ich głównym zadaniem ma być przeciwdziałanie upublicznianiu informacji na temat marynarzy, którzy zginęli na pokładzie krążownika Moskwa.
Czytaj więcej
Rosyjska armia prowadzi specjalną operację, której celem jest wydobycie ciał poległych marynarzy oraz sprzętu z pokładu zatopionego przez Ukraińców...
Rodzinom poległych zakazuje się rozmowy z osobami trzecimi o synach i mężach, którzy służyli na krążowniku. Najbliżsi poległych są ostrzegani, że utracą prawo do odszkodowania za śmierć bliskiej osoby i narażą się na postępowanie karne, jeśli nie będą stosować się do tego zakazu.
W czasie spotkania w Sewastopolu z dowódcą Floty Czarnomorskiej rodzin poległych marynarzy miejsce spotkania miało zostać otoczone kordonem żandarmerii wojskowej, a dowódcy towarzyszyli żołnierze sił specjalnych.
Według ukraińskiego wywiadu część rodzin poległych marynarzy w akcie protestu nie chciała spotkać się z dowódcą Floty.
Krążownik Moskwa został trafiony dwoma pociskami Neptun 13 kwietnia. Dzień później, 14 kwietnia, statek miał zatonąć w wyniku doznanych uszkodzeń.
Władze Rosji potwierdziły zgon tylko jednego marynarza krążownika. 27 członków załogi uznano za zaginionych, a 396 miało być ewakuowanych.
Tymczasem sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy, Ołeksij Daniłow twierdzi, że z 510-osobowej załogi tylko 58 marynarzom udało się uciec z tonącego statku.