Szachy w komputerowych czasach to jeszcze sztuka czy już matematyka?

To unikalna kombinacja sztuki, nauki oraz sportu. Zależy, czego człowiek szuka. Szachy dla profesjonalistów są grą, ale nie można umniejszać w niej czynnika naukowego, bo zawodowcy wykonują olbrzymią pracę z komputerem. Ludzie chcieliby wiedzieć, kto dziś w tym wyścigu wygrywa: człowiek czy maszyna, ale na samym końcu wszystko sprowadza się przecież do radości z dobrych ruchów.

Czytaj więcej

Garri Kasparow: Polska przeżywa szachowy renesans

Silniki szachowe są zagrożeniem dla królewskiej gry?

To narzędzie, nie zagrożenie. Pomaga mocniej zagłębić się w szachy i lepiej je rozumieć. Najważniejsze, aby szukać efektywnych sposobów pracy z maszynami. Nie ma powodów, aby się ich obawiać.

Magnus Carlsen, który jest od 2013 r. mistrzem świata, zmienia szachy i kiedyś będziemy go wspominać jak pana, Bobby’ego Fischera czy Borisa Spasskiego?

Jest mistrzem świata, a takich mieliśmy tylko szesnastu. Dominuje od blisko dekady, jego wkład w nowoczesne szachy jest olbrzymi. Carlsen jest jednym z najbardziej kreatywnych graczy, który wie, jak szachy rozwijać i popularyzować.

Kim jest pan dziś: szachistą, politykiem, publicystą?

Na pewno nie jestem już szachistą, raczej amatorem. Nie jestem też politykiem, bo nie prowadzę kampanii i nie startuję po urzędy. Postrzegam siebie raczej jako aktywistę walczącego o wolność i prawa człowieka. Żyjemy w kluczowym momencie dziejów. Wierzę, że to, co robimy obecnie, będzie miało wpływ na najbliższe lata, może dekady. Angażuję się w walkę z dyktaturą Władimira Putina od blisko dwudziestu lat. Dziś widzę szansę, aby ją zakończyć raz na zawsze.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Kiedy może do tego dojść?

Każda dyktatura staje się wrażliwa w momencie militarnej klęski. Porażka w wojnie w Ukrainie wygląda na coraz bardziej oczywistą. Rosję czeka nie tylko klęska wojskowa, także geopolityczna. Sankcje stopniowo pożerają standard życia w kraju, a kombinacja socjalnego i ekonomicznego kryzysu będzie wewnętrznym wyzwaniem. Te czynniki w połączeniu ze złymi informacjami napływającymi z frontu tworzą wybuchową atmosferę. Uważam, że Rosja – dzięki porażce – mogłaby się stać normalnym, cywilizowanym krajem.

Wierzy pan, że wojna faktycznie może odmienić Rosję?

Militarne klęski zawsze mają olbrzymi wpływ na świadomość społeczeństwa. Szokujące wieści z Ukrainy w pewnym momencie dotrą do rosyjskiej opinii publicznej i sprawią, że ludzie zaczną myśleć o przyszłości. Utrzymanie sankcji – jeśli wolny świat zechce się ich sztywno trzymać – sprawi, że nie będzie innego wyjścia niż zmiana kierunku. Dyktatorzy w momencie porażki zawsze słabną, tracą odporność. Dajmy Rosjanom szansę, aby poradzili sobie z Putinem. Może dzięki temu uda się doprowadzić do nowego otwarcia. Wojna w Ukrainie jest taką szansą. Wiadomo, że miną lata albo nawet dekady, zanim uda się oczyścić Rosję ze zbrodni wojennych. Tak jak było z Niemcami po drugiej wojnie światowej. Wierzę jednak, że tacy Rosjanie jak ja – którzy zawsze wspierali Ukrainę – pomogą zaleczyć te rany.

Sankcje, które obecnie świat nakłada na Rosję, są wystarczające, czy można zrobić więcej?

Życzyłbym sobie całkowitego odcięcia od rosyjskiego gazu i ropy, ale jestem realistą. Obecne sankcje są wystarczające, bo przewidują również rozwiązania mające doprowadzić do takiego stanu w przyszłości. Wiadomo, że zawsze można zrobić więcej – zwłaszcza na poziomie jednostek – ale jesteśmy blisko. Kluczowa jest nie liczba sankcji, ale ich trwałość. Wolny świat musi przygotować program zniesienia sankcji w momencie wyzwolenia Ukrainy oraz zaplanować, jak osądzić zbrodniarzy i zmusić Rosję do zapłaty reparacji. To dałoby gwarancję, że reżim się zmieni.

Nie obawia się pan, że zagrożeniem dla trwałości sankcji będą politycy, którzy chcieliby, aby stosunki z Rosją jak najszybciej wróciły do przedwojennej codzienności?

Oczywiście, nie mam żadnych wątpliwości. Putin nie zmarnował przecież 22 lat u władzy i ma w kieszeni wielu europejskich polityków. Patrząc na obecne działania Emmanuela Macrona, można się dziwić. Słyszymy irracjonalne wyjaśnienia. Domaganie się od Ukrainy ustępstw, oddawania terytorium, mówienie o iluzorycznym zawieszeniu broni… Francja jest jednak w tym odosobniona. Niemcy podążają w dobrym kierunku. Ukrainę wspierają Polska, Wielka Brytania i kraje bałtyckie. Moment, gdy możliwy był powrót do przedwojennej codzienności, minął. To już niemożliwe.

Jak ocenia pan rolę Polski w tym konflikcie?

Militarne klęski zawsze wpływają na świadomość społeczeństwa, a szokujące wieści z Ukrainy w końcu dotrą do rosyjskiej opinii publicznej

Garri Kasparow

Polska dźwiga na barkach wielkie wyzwanie, bo przyjęliście miliony Ukraińców. Wasza rola w pomocy uchodźcom oraz budowie logistyki – dostarczania na front zapasów, broni, amunicji – jest kluczowa. Ukraina ma oczywiście inne granice: rumuńską, słowacką, węgierską, ale ta druga jest znacznie krótsza, a na Węgrach trudno polegać. Geografia to jednak nie wszystko, ważna jest także rola polityczna. Dziś walczymy nie tylko o Ukrainę i przeciwko Putinowi, ale także o wartości, które wyznajemy.