Ambasada Rosji w Addis Abebie pisze, że tłumy przed ambasadą są wyrazem "solidarności" obywateli Etiopii z Rosją. "Ambasada otrzymuje e-maile i jest odwiedzana przez obywateli Etiopii, którzy wyrażają swoją solidarność i wsparcie dla Federacji Rosyjskiej" - czytamy w oświadczeniu. 

Czytaj więcej

Przedsiębiorca i bankier z Rosji: Ta wojna jest szalona, popierają ją głupcy

Jednocześnie ambasada podkreśla, że "ściśle przestrzega ona zapisów rosyjskiego prawa i Konwencji Wiedeńskiej z 1961 roku, zgodnie z którymi rekrutacja cudzoziemców do Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej nie należy do zakresu działań placówki dyplomatycznej".

"W związku z tym, wyrażając wdzięczność wszystkim obywatelom Etiopii, pragniemy poinformować, że nasza ambasada nie przyjmuje zgłoszeń od kandydatów do Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Jesteśmy przekonani, że Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej mają wystarczające zasoby, by wypełnić wszystkie przypisane im zadania" - czytamy w oświadczeniu ambasady.

Również rzeczniczka ambasady Rosji w Addis Abebie, Maria Czernuchina, w rozmowie z BBC zapewniła, że Rosja nie prowadzi rekrutacji do sił zbrojnych w Etiopii.

- Mamy wielu odwiedzających, którzy wyrażają poparcie dla Rosji - powiedziała Czernuchina. - Niektórzy deklarują, że chcieliby pomóc tak, jak umieją. Ale my nie jesteśmy agencją rekrutacyjną - dodała.

Rosja miała wcześniej pozyskiwać ochotników do walki na Ukrainie w Syrii, która jest rosyjskim sojusznikiem na Bliskim Wschodzie. Prezydent Syrii, Baszar el-Asad, miał zapewnić Moskwę, że dostarczy jej 40 tysięcy ochotników, którzy wzmocnią rosyjską armię na Ukrainie.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ