– Tylko na ulicy Jabłunśkej zebraliśmy 15 osób, ze związanymi rękoma i zabitych strzałem w głowę. Nie dajemy już rady. (…) Myśmy już pochowali przynajmniej 350 osób – mówił Serhij z biura pogrzebowego w Buczy.

Typowa taktyka

Nad miastem cały czas wisi odór rozkładających się ciał. Z ulic już w większości je zebrano. Ale Rosjanie zabijali wszędzie: na klatkach schodowych domów, w piwnicach, mieszkaniach, ogrodach. W jednym z budynków na obrzeżu miasta odkryto siedzibę sztabu jakiejś jednostki wojskowej, a w piwnicy pomieszczenia do torturowania i egzekucji. Znaleziono tam pięć ciał ze skrępowanymi rękoma.

– Ten model zbrodni powtarza się we wszystkich konfliktach z udziałem rosyjskich wojsk. Od wojny domowej po drugą wojnę światową, od Afganistanu do Czeczenii, gdzie rosyjscy żołnierze chodzą od domu do domu i zabijają cywilów – mówi Jack Watling z Royal United Services Institute.

– Właśnie tak rosyjskie wojska prowadzą działania przeciw partyzantom. To doktryna zakładająca odpowiedzialność zbiorową. Cel jest tylko jeden – zemścić się na mieszkańcach za to, że ośmielili się sprzeciwić. Myślę, że w rejonach, które Rosjanie zajęli, znajdziemy wiele innych takich miejsc – dodał.

Ten model zbrodni powtarza się we wszystkich konfliktach z udziałem rosyjskich wojsk. Od wojny domowej po drugą wojnę światową, od Afganistanu do Czeczenii, gdzie rosyjscy żołnierze chodzą od domu do domu i zabijają cywilów

Podobnie jak w Buczy – tylko na mniejszą skalę – okupanci zachowywali się w sąsiednich miejscowościach: Irpieniu, Gostomlu. W całym rejonie odnaleziono już ponad 410 zabitych, również tych, którzy usiłowali uciekać na zachód pobliską trasą Kijów–Żytomierz. Na dostępnych zdjęciach satelitarnych widać, że w samej Buczy już 10 marca Rosjanie zaczęli kopać długą na prawie 14 metrów mogiłę zbiorową dla swych ofiar. Chowano ich na terenie należącym do miejscowej cerkwi. Ale kiedy przyszło uciekać, najeźdźcy porzucili na ulicach nawet swoich zabitych.

Co tu robi Łukaszenko

Wolontariusze, hakerzy i oficerowie wywiadu ukraińskiego ustalili już, że zbrodni w Buczy dokonała 64. samodzielna brygada zmotoryzowana z Chabarowska pod dowództwem podpułkownika Azatbeka Omurbekowa. W internecie opublikowano nawet listę jej żołnierzy. „Będziemy ich ścigać jak Izrael morderców z Monachium” – zapowiadają ukraińscy wojskowi, nawiązując do terrorystycznego zamachu na sportowców izraelskich podczas olimpiady w Monachium w 1972 r., i późniejszej akcji izraelskiego wywiadu eliminującego sprawców.

Czytaj więcej

Masakra w Buczy. Rosja: Prowokacja USA i NATO

Ale na razie Kijów sam przyznaje, że w Buczy i okolicznych miejscowościach stacjonowało aż dziesięć rosyjskich jednostek, w samym miasteczku była także 155. brygada piechoty morskiej z Floty Pacyfiku. A trasę z Kijowa na zachód ostrzeliwała 5. samodzielna brygada pancerna z Ułan Ude.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

W dodatku w podkijowskiej masakrze niejasna pozostaje rola reżimu Aleksandra Łukaszenki. Co prawda udostępnił terytorium swego kraju rosyjskiej armii, ale jak dotychczas – przynajmniej oficjalnie – nie wysyłał żołnierzy do Ukrainy. Tymczasem na udział Białorusinów wskazują świadkowie rosyjskiej okupacji.

Cudownie ocalony

– Pierwsze drzwi wyważyli okupanci, drugie otworzyliśmy sami, bo rozumieliśmy, że i tak wejdą i wtedy wszystkich mogą po prostu zabić. Byli wśród nich przeważnie Rosjanie i Białorusini, ich łatwo rozpoznać po charakterystycznym akcencie – opowiadał mieszkaniec Buczy Władisław w rozmowie z reporterem portalu vot-tak.tv (należy do stacji Biełsat). Miał pewnie na myśli to, że język rosyjski, którym posługują się Białorusini, różni się od rosyjskiego Rosjan. Na obecność Białorusinów wskazywał jeszcze 31 marca sekretarz rady miasta Buczy Taras Szaprawski, cytowany przez ukraiński portal Unian.

Czytaj więcej

Zełenski do matek rosyjskich żołnierzy: Zobaczcie, jakich łajdaków wychowałyście

– Bucza jest podzielona na mniej więcej pięć sektorów. Te sektory, jak mówią sami okupanci, kontrolują różne grupy. Wiadomo, że jeden z nich kontrolują kadyrowcy, są też rosyjscy żołnierze, ale też wiadomo, że jest białoruski Specnaz i OMON – mówił, gdy miasto jeszcze było okupowane. Twierdził, że ukraińscy wolontariusze rozpoznali białoruskie pagony. Ale jak na razie współudziału białoruskiej armii w agresji nie potwierdzają władze w Kijowie. Wcześniej sztab generalny sił zbrojnych Ukrainy informował, że rosyjskie służby werbują Białorusinów w jednostkach wojskowych do udziału w wojnie po stronie Rosji.

– Nie można wykluczyć, że część byłych wojskowych i funkcjonariuszy struktur mundurowych na Białorusi mogła podpisać kontrakty z rosyjską armią. Taka praktyka funkcjonuje od dziesięciu lat – mówi „Rzeczpospolitej” przebywający w Kijowie białoruski politolog Ihar Tyszkiewicz. Wcześniej sam mieszkał w pobliżu Buczy, w miejscowości Worzel, skąd w ostatniej chwili udało się mu ewakuować do stolicy.

– Gdy na teren naszego osiedla weszli Rosjanie, było tam 40 osób. Dobę później zostało nas 36, czterech zastrzelili. Jednego zamordowali, gdy wyszedł zapalić na balkon, zastrzelił go snajper. Drugiego zabito, gdy wynosił śmieci, a trzeciego, gdy wracał do domu. Zabili też wolontariusza, który rozwoził chleb ludziom ukrywającym się w piwnicach – relacjonuje, nie kryjąc emocji.