Przed ratuszem zbierały się dziesiątki młodych ludzi, niektórzy w
niekompletnych mundurach czy w kamizelkach kuloodpornych. Zgłosili się
do obrony miasta. Czekali na rozdanie broni. – To może być już tej nocy,
Rosjanie są 40 km od Kijowa – słyszę od Andrija, brodatego studenta.
Przyszedł pod ratusz z dwoma kolegami.
W samym centrum trzymilionowej metropolii ostatnie chwile przed
godziną policyjną (mer ogłosił, że trwa od 22:00 do 7:00) robiły upiorne
wrażenie. W normalnie rozedrganej, gwarnej okolicy, panowała cisza,
przerywana sygnałami samochodów różnych służb. Na prawie pustych
promenadach widziałem kilka ciężarówek wojskowych.