Jest wręcz odwrotnie. Rezygnacja tylko potwierdza, że dziennikarze zdobyli twarde dowody. Tym ważniejsze staje się wyjaśnienie, czy Piebiak organizował, czy tylko afirmował akcję hejtu skierowanego przeciw sędziom.
Niezależnie jednak od tego, jego współudział w aferze wydaje się przesądzony. Co gorsza, w sprawie mamy do czynienia prawdopodobnie z czymś znacznie poważniejszym, niż jedynie „współudział” wiceministra. Zapis korespondencji dowodzi, że Piebiak nie był jedynym pracownikiem Ministra Sprawiedliwości, który uczestniczył w procederze zniesławiania sędziów. W tekstach pojawia się jeszcze postać jego współpracownika „Kuby” (Onet wskazuje, że chodzi o Jakuba Iwańca). Jeśli w istocie w ramach MS sprawą organizowania hejtu na sędziów zajmowała się grupa ludzi, a więc nieformalna struktura, sprawa ociera się o kategorię grupy przestępczej.