Z perspektywy logiki wyborczej powinno być już tylko spokojniej. Po kontrowersyjnym i oprotestowanym przez opozycję wyborze i zaprzysiężeniu byłych posłów Pawłowicz i Piotrowicza na sędziów Trybunału Konstytucyjnego miała zapanować polityka miłości. Ułatwiłoby to bez wątpienia Prawu i Sprawiedliwości kupienie sobie neutralnego centrum potrzebnego do reelekcji prezydenta Andrzeja Dudy. A jednak nie. Prezes Kaczyński decyduje się na atak i ostrą konfrontację.
Bo czymże innym jest przedstawiony w czwartek projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych mający dyscyplinować sędziów. Rozwiązania w istocie są bardzo brutalne. Przewidują ostre sankcje wobec sędziów podważających legalność skutków zmian w wymiarze sprawiedliwości przeprowadzonych przez PiS. Karami mają być: przepadki wynagrodzeń, przeniesienia, a nawet złożenie z urzędu.