Od kiedy sądy tylnymi drzwiami wprowadziły do prawnego obiegu małżeństwa jednopłciowe, trudno się dziwić kontrofensywie prawicy, która próbuje powstrzymać naturalne dalsze kroki, czyli adopcje dzieci przez pary homoseksualne. Jestem zwolenniczką daleko idących ograniczeń dla adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, wychodzę bowiem z założenia, że optymalnym środowiskiem dla dziecka jest rodzina najbardziej zbliżona do naturalnej, czyli takiej, w której jest mama i tata. Nie da się jednak całkiem ignorować rzeczywistości, a ta – jak to rzeczywistość – nie jest tak jednowymiarowa, jak chcieliby ideolodzy po obu stronach.