W niedzielę 24 maja w Krakowie odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta oraz rady miasta. Zgodnie z przepisami prawa wyborczego, o północy poprzedniego dnia – a więc w nocy z piątku na sobotę – rozpocznie się tzw. cisza referendalna. Jest ona analogiczna do znanej z ogólnopolskich głosowań ciszy wyborczej, choć różni się tym, że w niedzielę zabronione będzie podawanie frekwencji.
Czytaj więcej
Już dziesięć referendów lokalnych w sprawie odwołania wójta, burmistrza czy prezydenta odbyło się w tym roku w Polsce – wynika z danych Krajowego B...
Referendum w Krakowie. O północy zacznie się cisza referendalna
– Ludzie się przyzwyczajali, że w ciągu dnia były konferencje prasowe, była wskazywana frekwencja na godzinę dwunastą, na godzinę siedemnastą. W przypadku referendum nie zbieramy danych o frekwencji i nie informujemy o tej frekwencji. Samo zachęcanie lub zniechęcanie do udziału w głosowaniu, prezentowanie wypowiedzi osób głosujących, w których zachęcają oni do wzięcia udziału w głosowaniu, prezentowanie wypowiedzi, także tych archiwalnych, osób opowiadających się za udziałem w referendum lub nawołujących do niebrania udziału w tym referendum, jest niedopuszczalne w okresie ciszy wyborczej – informowała Barbara Golanko z delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie, cytowana przez Radio Kraków.
Niepodawanie frekwencji w trakcie głosowania ma związek z tym, że ma ona o wiele większe znaczenie niż w przypadku wyborów – od jej odpowiedniej wysokości zależy, czy wynik referendum będzie ważny. Aby referendum odwoławcze w kwestii prezydenta było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 3/5 liczby osób, które głosowały w II turze wyborów prezydenta miasta – w przypadku Krakowa mowa o liczbie 158 555 mieszkańców. Z kolei do ważności referendum ws. rady miasta potrzeba w przypadku Krakowa udziału 179 792 osób.
Czytaj więcej
W mojej ocenie poziom kolesiostwa po zaledwie roku rządów Aleksandra Miszalskiego w Krakowie jest wyższy niż po 22 latach prezydentury Jacka Majchr...
W związku z powyższym, cisza referendalna obejmuje nie tylko zakaz agitacji (a więc organizowania zgromadzeń, pochodów, manifestacji, przemówień czy rozdawania ulotek), ale także zakaz nawoływania do samego wzięcia lub niewzięcia udziału w referendum: zbyt niska frekwencja oznacza bowiem pozostawienie obecnych władz miasta, a jej przekroczenie – możliwość odwołania włodarzy. Za złamanie ciszy referendalnej sąd może ukarać grzywną w wysokości od 20 do aż 5 tys. zł. Cisza rozpocznie się o godzinie 00:00 w nocy z piątku 22 maja na sobotę 23 maja 2026 roku i potrwa do zakończenia głosowania we wszystkich komisjach.
Referendum w Krakowie. Mieszkańcy zdecydują, czy Aleksander Miszalski straci stanowisko
W niedzielę 24 maja w godzinach od 7:00 do 21:00 krakowianie zdecydują o odwołaniu lub pozostawieniu na stanowiskach prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz popierającej go rady miasta, w której większość ma koalicja KO i Lewicy. Głosowanie odbędzie się w 453 obwodowych komisjach wyborczych, tych samych, w których głos można było oddać m.in. w wyborach prezydenckich czy parlamentarnych. Krajowe Biuro Wyborcze nie przewiduje publikacji cząstkowych wyników z komisji, a jedynie zbiorcze, które podane zostaną po spłynięciu wyników głosowań ze wszystkich lokali – prawdopodobnie w poniedziałek rano.
Przeciwnicy Aleksandra Miszalskiego, będącego jednocześnie szefem małopolskiej Koalicji Obywatelskiej, zarzucają mu m.in. zadłużenie miasta, nepotyzm, niespełnienie obietnic wyborczych czy nieodpowiednie sprawowanie urzędu. Kampania referendalna obracała się wokół haseł ukrócenia „epidemii KOlesiostwa”.
Czytaj więcej
W referendum o odwołanie prezydenta Krakowa chodzi o coś znacznie ważniejszego niż polityka. Chodzi o logikę wygodną dla polityków, ale niezrozumia...
– W mojej ocenie poziom kolesiostwa po zaledwie roku rządów Miszalskiego jest wyższy niż po 22 latach prezydentury Jacka Majchrowskiego, co pokazuje, jak szybka była ta dynamika. Mamy radnych, którzy nagle zostają dyrektorami spółek miejskich, zasiadają w kilku radach nadzorczych, osoby bez odpowiednich kwalifikacji obejmujące ważne funkcje doradcze czy osoby bliskie Koalicji Obywatelskiej otrzymujące sześciocyfrowe premie. To wszystko bardzo mocno razi – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Karol Wałachowski, ekonomista specjalizujący się w politykach publicznych i rozwoju miast, adiunkt na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.
Miszalskiemu zarzuca się także nieumiejętne podejście do fatalnej sytuacji finansowej miasta.
– Jest ona (sytuacja finansowa Krakowa - przyp. red.) dziś jedną z najgorszych w Polsce. Dług Krakowa pod koniec roku wyniesie co najmniej 9 mld zł, podczas gdy w momencie przejmowania władzy było to ok. 6 mld zł. Mówimy więc o dokładaniu w zasadzie co roku kolejnego miliarda zadłużenia. Sam koszt obsługi długu to ok. 420 mln zł rocznie, czyli ogromna kwota. Dla porównania, zadłużenie Poznania to ok. 3 mld zł, a Wrocławia nieco ponad 5 mld zł. Na tle innych dużych miast Kraków wypada zdecydowanie źle. Co gorsza, nie widać konkretnych przyczyn narastającego długu – tłumaczył dr Wałachowski.