Reklama

Szułdrzyński: Ryzyko epidemiokracji

Czy system polityczny, w którym o terminie wyborów decyduje de facto prezes partii rządzącej, można jeszcze nazwać demokracją?
Szułdrzyński: Ryzyko epidemiokracji

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Termin 10 maja, trzeba to powiedzieć wprost, jest trudny do zorganizowania – przyznał w poniedziałek w Radio Zet wicepremier Jacek Sasin, który nadzoruje przygotowującą tzw. korespondencyjne wybory Pocztę Polską. Szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka również w poniedziałek naszła chwila szczerości, gdy w RMF powiedział: – Jest bardzo prawdopodobne, że na 10 maja nie będziemy mogli przygotować wyborów ze względu na napięcie polityczne.

Obaj ministrowie obwiniają opozycję, a to dlatego, że Senat wciąż pracuje nad ustawą określającą możliwość wyborów korespondencyjnych. Co ciekawe, politycy PiS przekonują, że wybory muszą się odbyć w maju, bo tak mówi konstytucja. Ta sama konstytucja mówi jednak, że Senat ma 30 dni na pracę nad przysłaną z Sejmu ustawą. Jeśli więc ustawa miałaby wejść w życie trzy dni przed wyborami, co przesądza o niemożliwości ich przeprowadzania, to trudno za to winić mającą większość w Senacie opozycję. Winny jest PiS, który w ostatniej chwili rozpoczął pracę nad zmianą przepisów wyborczych.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama