Raport podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu otrzymał wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Dokument powstawał przez dwa lata. Przygotowali go naukowcy ze Szkoły Głównej Handlowej, Wojskowej Akademii Technicznej, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego przy wsparciu MON, Ministerstwa Aktywów Państwowych, Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz Orlenu. Prace koordynował Instytut Studiów Wschodnich.

Według dr. Krzysztofa Michała Księżopolskiego z SGH, kierownika badawczo-rozwojowego projektu, potrzebna jest zmiana paradygmatu. – Nie chodzi o to, ile sprzętu kupujemy, lecz jaką zdolność obronną budujemy i czy utrzymamy ją w warunkach kryzysu lub wojny – mówił. Jego zdaniem każdy strategiczny kontrakt powinien obejmować cały cykl życia zdolności – od zakupu i produkcji, przez eksploatację i serwis, po modernizację, uzupełnianie i odtwarzanie. – Sama produkcja końcowa czy montaż w Polsce nie oznaczają jeszcze suwerenności technologicznej. Każdy strategiczny wydatek obronny trzeba oceniać również pod kątem tego, jakie trwałe zdolności dzięki niemu budujemy w kraju – podkreślał.

Mapa zależności

Dr hab. Marzenna Cichosz z SGH przekonywała, że Polska nie musi być samowystarczalna. – Musimy natomiast wiedzieć, od kogo i od czego zależymy – zwróciła uwagę. Autorzy raportu rekomendują więc mapę bezpieczeństwa, obejmującą krytycznych dostawców, surowce, komponenty, technologie i infrastrukturę krytyczną. Mapa ma też pokazywać, jak szybko da się zwiększyć moce produkcyjne i odbudować je po ewentualnym kryzysie. – To nie autarkia buduje odporność i bezpieczeństwo państwa, lecz zarządzanie ryzykiem – mówiła Cichosz.

Z rozmów z firmami, m.in. z Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Grupy WB, wynika, że przemysł oczekuje szybszych zmian w regulacjach, certyfikacji i uruchamianiu finansowania, a także informacji zwrotnej od wojska o tym, jak sprawdza się sprzęt. MON i Agencja Uzbrojenia powinny zaś według autorów działać jako integrator zdolności obronnych ponad kontraktami i silosami.

Księżopolski zwracał uwagę na kadry. – Utrata kilku kluczowych ekspertów może oznaczać utratę kompetencji – mówił. Autorzy postulują programy sukcesji i powołanie korpusu menedżerów – stabilnej kadry zarządzającej strategicznymi przedsiębiorstwami i projektami. – Chcieliśmy też odczarować mit, że monopol państwa oznacza bezpieczeństwo. Tak nie jest – dodał. Wśród proponowanych zasad zakupu zdolności obronnych wymienił m.in. bezpieczeństwo łańcucha dostaw jako kryterium oceny produktu, konkurencję i elastyczność.

Cena krwi

Wicepremier Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że wnioski z raportu będą analizowane, a następnie realizowane, i to nie tylko w jego resorcie. – Nie ma taniego bezpieczeństwa. Taniej jest przenieść fabrykę do Indii. Produkcja w Europie bywa dużo droższa. Ale najdrożej jest stracić łańcuch dostaw z Indii czy Chin, gdy wybucha wojna. Wtedy cena, jaką zapłacimy, nie będzie już ceną w jakiejkolwiek walucie. Często może to być cena krwi – mówił. Jako przykład wskazał niedobory pocisków do systemów Patriot, których produkcja była scentralizowana. Dodał, że MON zabiega o przeniesienie części tej produkcji do Polski.

Zdaniem dr. Andrzeja Grzyba, przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej, zależności sięgają daleko poza dostawy uzbrojenia i amunicji. – Siła państwa mierzy się zdolnościami jego gospodarki i to w pełnym zakresie. Jeśli większość substancji czynnych leków powstaje w Indiach i Chinach, to jaką mamy suwerenność w wytwarzaniu medykamentów potrzebnych w warunkach zagrożenia i walki? – pytał. Kierowana przez niego podkomisja ds. modernizacji przemysłu obronnego poznała pierwszą wersję raportu w czerwcu. Teraz dokumentem w ostatecznej formie ma się zająć Komisja Obrony Narodowej.