Panel w salonie „Rzeczpospolitej” nosił tytuł „Nauka jako inwestycja strategiczna państwa. Jaki kontrakt finansowy dla polskich uczelni?”. W projekcie budżetu państwa na 2027 r. limit wydatków samego resortu nauki sięga ponad 38,4 mld zł i jest o blisko 2,7 mld zł wyższy niż rok wcześniej. Po doliczeniu wydatków innych ministerstw i funduszy na działalność badawczo-rozwojową, łączne finansowanie sektora przekracza 47 mld zł – wciąż mniej więcej 1 proc. PKB.
– Prawidłowe pytanie z perspektywy kraju, który jest w dwudziestce największych gospodarek świata, powinno brzmieć: ile nas kosztuje brak dobrej nauki? – zakwestionował sam punkt wyjścia dyskusji prof. Piotr Jedynak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W obszarze obronności ponosimy ogromne koszty, które kompensują to, że nie wykorzystujemy w Polsce wyników badań – mówił.
Większość pieniędzy idzie na studentów
Prof. Maria Mrówczyńska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zwróciła uwagę, że już samo określenie „finansowanie nauki” jest mylące. – W pojęciu tym mieści się przede wszystkim finansowanie kształcenia studentów na uczelniach publicznych. Większą część budżetu przeznaczamy właśnie na to, a nieporównywalnie mniejszą na badania prowadzone przez instytuty PAN, instytuty badawcze czy Sieć Badawczą Łukasiewicz – wyliczała.
Prof. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej, zwrócił uwagę na algorytm podziału pieniędzy dla uczelni publicznych i instytutów naukowych, jeden z najbardziej skomplikowanych mechanizmów w polskiej administracji. – Z tych środków (subwencji – red.) musimy opłacić to, co jest mierzalne i za co jesteśmy ewaluowani, ale są to także pieniądze, które inwestujemy w młodych ludzi, w pozyskiwanie talentów, w nowe obszary badawcze. Na to nie ma algorytmu, więc musimy mieć własny, wewnętrzny – tłumaczył.
Prof. Arkadiusz Wójs, rektor Politechniki Wrocławskiej, wskazał, że jakość jest w tym mechanizmie odzwierciedlona słabo. – Kategorie naukowe wpływają tylko na ćwiartkę subwencji. Nawet gdyby takiej uczelni jak nasza obniżyć wszystkie kategorie o jeden poziom, ta ćwiartka zmieniłaby się mniej więcej o ćwiartkę – obliczał. Wzrost nakładów w ostatnich latach skompensował, jego zdaniem, skutki skumulowanej inflacji.
„Zagłodzony” system grantowy
Według prof. Arkadiusza Wójsa „większym problemem niż za niska subwencja jest zagłodzony system grantowy”. Wskaźnik sukcesu (success rate) w konkursach Narodowego Centrum Nauki (NCN) spadł do mniej więcej jednej szóstej, podczas gdy dla prawidłowego rozwoju nauki w Europie za „zdrowy” i bezpieczny uznaje się poziom 20–25 proc.
– To oznacza, że dobre projekty odpadają, a badacze tracą mnóstwo czasu na przygotowanie wniosków albo ich ocenę, a nie na prowadzenie badań – mówił. Jego receptą jest zwiększenie budżetu NCN z 1,7 mld zł do około 3 mld zł (w projekcie budżetu państwa na 2027 r. dla NCN przewidziano 2,15 mld zł).
Rektor Politechniki Wrocławskiej odrzucił przy tym argument, że lukę wypełnią granty europejskie. – Granty ERC (European Research Council – red.) są tylko dla absolutnej elity europejskiej, a funkcją NCN jest to, żeby tę elitę dopiero stworzyć – zauważył prof. Wójs.
Zresztą skuteczność polskich zespołów w Europie to osobny problem. – W ostatnim rozdaniu ERC Starting Grants tylko sześć osób z Polski dostało dofinansowanie – mówił prof. Piotr Jedynak.
Wiceminister Maria Mrówczyńska przyznała, że ma to konsekwencje w rozmowach z resortem finansów. – Minister zadaje mi pytanie: po co ja mam tyle płacić do Horyzontu (program ramowy UE na rzecz badań naukowych i innowacji – red.), skoro wy tego nie potraficie odzyskać? – relacjonowała.
Ile wart jest Uniwersytet Warszawski
Szeroką wizję przedstawił prof. Alojzy Nowak, rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Zaczął od porównania: Stanford ma około 18 tys. studentów, budżet rzędu 9 mld dol. i kapitał żelazny sięgający 40 mld dol. – To jest cały budżet Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, żeby mieć porównanie – dodała prof. Mrówczyńska. – Rektorów nie interesuje budżet ministerstwa, tylko uczelni – odparł prof. Nowak.
UW kształci około 43 tys. osób, zatrudnia około 10 tys., a jego budżet to 2,5 mld zł, z czego 1,5 mld zł stanowi subwencja, a około 750 mln zł pieniądze z grantów. – W dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie takich pieniędzy, które sfinansowałyby polskie uczelnie na poziomie pierwszej pięćdziesiątki uczelni amerykańskich. Nie możemy czekać, musimy zrobić coś sami – zachęcał prof. Nowak.
Rektor UW przedstawił pomysł wprowadzenia na polskich uczelniach kapitału żelaznego, czyli środków lokowanych w bezpieczne instrumenty, głównie obligacje. Dla jego uczelni miałoby to być ok. 10 mld zł. – Nie oczekujemy gotówki z budżetu. To mogą być obligacje – zaznaczył. Drugim filarem mieliby być absolwenci. – Nie ma co oczekiwać, że ktoś rzuci 50 czy 100 mln zł. Jak się zrzucą po 2 czy 3 tys. zł, a będzie ich dużo, jest szansa zebrać ok. miliarda – mówił. Trzecim elementem ma być emisja obligacji przez same uczelnie, co jednak wymaga zmian ustawowych.
Warunkiem wstępnym, jak zaznaczył rektor UW, jest realne oszacowanie majątku uczelni. Formalnie majątek UW to 5,5–6 mld zł, tymczasem sam kampus przy Krakowskim Przedmieściu jest według prof. Nowaka wart 20–25 mld zł. Z drugim kampusem na Ochocie i prawie 200 innymi budynkami rektor oszacował wartość uczelni na 65–75 mld zł. – Czym innym jest wyemitowanie obligacji na miliard czy dwa, jeśli ma się bazę zabezpieczającą 70 mld, a czym innym, kiedy ta baza to 5 mld. Czynnik strachu i awersji do ryzyka wtedy znika. Bez rozwiązania tych spraw trudno mówić o poważnych inwestycjach w naukę – przekonywał.
Awersja do ryzyka
Prof. Piotr Jedynak przyjął propozycję z rezerwą. – Jako człowiek może dożyjesz kapitału żelaznego finansowanego w części ze środków publicznych. Jako rektor być może nie – zwrócił się do prof. Nowaka. – Awersja do ryzyka cechuje również każdego ministra finansów – powiedział. Podkreślił przy tym, że nawet podwojenie subwencji nie przyniesie efektu, jeśli potencjał uczelni „nie będzie potrafił tych środków skonsumować”.
Prof. Arkadiusz Wójs, rektor PWr, wyliczył, że gdyby każdy z ponad 200 tys. absolwentów jego uczelni przekazał do kapitału żelaznego po tysiąc złotych, dałoby to tylko 200 mln. – A kapitał żelazny wartości miliarda, z którego można co roku zdjąć 5 proc., daje 50 mln zł. To za mało. Te pieniądze muszą przyjść z gospodarki i z budżetu państwa – dodał.
– Finansowanie bazowe powinno być dla wszystkich, ale strategiczne wymaga koncentracji, bo nie dożyjemy czasów, w których Polska będzie dysponowała nieograniczonymi zasobami – mówił prof. Jedynak. Z kolei zdaniem prof. Arkadiusza Wójsa kapitały żelazne powinny powstawać zwłaszcza przy większych uczelniach, wspierających państwo w rozwoju ważnych technologii.
Prof. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej, wskazał obszar, którego nie obsługuje ani subwencja, ani granty. – Brakuje finansowania badań naprawdę przełomowych, takich, które są w stanie uczynić z Polski lidera w jakimś obszarze, być może po dziesięciu, a może nawet po większej liczbie lat – mówił. Przywołał noblistę Victora Ambrosa, który przez dwie dekady prowadził badania nad mikroRNA (krótkie, niekodujące cząsteczki RNA, które regulują aktywność genów, wpływając m.in. na ilość białek wytwarzanych przez komórki; odgrywają ważną rolę w wielu procesach biologicznych i rozwoju chorób – red.) bez widowiskowych rezultatów, a dziś na ich podstawie pojawiła się koncepcja szczepionek przeciw nowotworom. – Gdyby ktoś nie zapewnił finansowania na tak długi okres, nigdy by się to nie stało – zauważył prof. Pawełczyk.
– Jeśli od finansowania badań oczekuje się natychmiastowych rezultatów, to już nie jest nauka. Inwestuje się „na wszelki wypadek” – dodał prof. Alojzy Nowak. Jego zdaniem drugą brakującą częścią układanki jest komercjalizacja. – Nie ma mechanizmu finansującego wprowadzenie osiągnięć badawczych na rynek. Nie chodzi tylko o patentowanie (…). Nie ma instytucji, która podjęłaby ryzyko i miała świadomość, że ze stu projektów zadziałają może dwa, trzy – mówił rektor UW.
Przewidywalność za odpowiedzialność
Na pytanie o kształt kontraktu między państwem a uczelniami prof. Piotr Jedynak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, odpowiedział wprost. – Zamiast corocznej niepewności, czy będzie taki wzór czy inny – kilkuletnia stabilność, bo to pozwoli uczynić system przewidywalnym – stwierdził. – Subwencja tak naprawdę idzie na kształcenie. Finansowanie badań powinno być zupełnie innym strumieniem, opartym na procedurach konkurencyjnych, a nie na algorytmie podziału subwencji – dodał.
– W konstytucji mamy zapisaną autonomię uczelni. Staje się ona fikcją, jeżeli finansowanie jest mizerne i w dodatku bardzo niepewne z roku na rok – konkludował prof. Arkadiusz Wójs. – Za tę przewidywalność uczelnie powinny się w umowie społecznej związać odpowiedzialnością: że potrafimy sami wydać te pieniądze nie po równo, tylko pilnując doskonałości i użyteczności publicznej – mówił.
– Uczelni ważnych dla swoich regionów mamy ponad sto – dodała prof. Maria Mrówczyńska. – Zgadzam się, że są takie, które są liderami. Ale musimy zwrócić uwagę również na tych, którzy nie są tak wysoko w rankingach – powiedziała.
Wiceminister nauki wyraziła jednocześnie nadzieję, że środki zewnętrzne staną się drugim filarem finansowania uczelni, przy subwencji wystarczającej na sfinansowanie bieżących potrzeb i wynagrodzeń.