Wprowadzone przez rząd restrykcje mające na celu przeciwdziałanie szybkiemu rozprzestrzenianiu się koronawirusa uniemożliwiają prowadzenie jakiejkolwiek kampanii wyborczej większości kandydatów w wyborach prezydenckich. Restrykcje te wydają się uzasadnione. Zamknięcie szkół, teatrów, barów, restauracji, centrów handlowych, zamknięcie granic lotniczych i kolejowych oraz zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób ma ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa.

Obserwując to, co się dzieje na świecie, można uznać, że to działania sensowne. Opozycja podnosi, że można zrobić więcej, że rząd mógł działać szybciej. Być może. Kluczowe wydaje się jednak coś innego. Po tym, jak rząd podjął niezbędne działania dotyczące ochrony zdrowia Polaków, warto pomyśleć o trwającej kampanii politycznej. Rzut oka na wszystkie portale informacyjne, na wiadomości w radio i telewizji zdaje się potwierdzać, że to koronawirus jest czymś więcej niż tematem numer jeden. Jest tematem numer od jeden do trzydziestego. Wszelkie informacje nie dotyczące koronawirusa znacznie mniej teraz zaprzątają nam głowę. Trudno się dziwić – gdy widzimy co dzieje się we Włoszech (zmarło tam ponad 1000 osób) czy Hiszpanii – która wskoczyła na czwarte miejsce jeśli chodzi o ilość ofiar śmiertelnych, widzimy skalę problemu.

To oznacza, że kampania wyborcza jest dziś absolutną fikcją. Nie wiemy, jak długo potrwa takie skrzywienie informacyjne. Tydzień? Dwa? Trzy? Z pewnością kampania przeniesie się do internetu, ale kandydaci będą mieli spore trudności w dotarciu ze swym przekazem do obywateli, ponieważ Ci – jak na razie – zajmują się głównie epidemią.

Wyjątkiem jest tu prezydent, który może do woli wykorzystywać walkę z koronawirusem by pokazywać się wyborcom, szczególnie, że – jak na razie – Polacy wydają się dość usatysfakcjonowani działaniami podejmowanymi przez rząd, więc wszelkie zdjęcia Andrzeja Dudy a to z ministrem zdrowia, a to z szefem Głównego Inspektoratu Sanitarnego polepszają wizerunek prezydenta.

Sytuacja jednak może się odwrócić. Jeśli – nie życzę tego naszemu krajowi – sytuacja wymknie się spod kontroli i zacznie się realizować scenariusz włoski lub hiszpański, wyborcy będą za tę sytuację obwiniać rządzących. Tak czy inaczej, nie ma w tej chwili możliwości prowadzenia sensownej i uczciwej kampanii wyborczej. Dlatego po tym, jak rząd podjął sensowne kroki, warto się zastanowić, jak doprowadzić do tego, by wybory mogły się odbyć normalnie po uczciwej kampanii wyborczej. Wydaje się na dziś, że nie będzie się to mogło odbyć już za dwa miesiące, w wyznaczonym terminie. A więc ogłoszenie stanu wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej – to jedyne przewidziane przez konstytucje sposoby przesunięcia raz rozpisanych wyborów i przedłużenia kadencji prezydenta Andrzeja Dudy – powinny być teraz głównym przedmiotem debaty.

Dlaczego konstytucja przewiduje, że klęska żywiołowa lub stan wyjątkowy wymuszają przesunięcie wyborów? Bo to stany niezwykłych, niekontrolowanych społecznych emocji, które nie służą podejmowaniu racjonalnych decyzji politycznych. W stanie wyjątkowym człowiek raczej skupia się na tym, jak zapewnić przetrwanie sobie i swojej rodzinie, jak poradzić sobie z trudami egzystencji, a nie myśli o przyszłości, nie porównuje programów wyborczych, analizuje składane obietnice itp. Dlatego mam nadzieję, że rządzący podejmą decyzję mającą na celu jakość polskiej demokracji a nie wyłącznie swój interes polityczny i podejmą kroki na rzecz opóźnienia wyborów.