Szczególnie parlamentarzyści Porozumienia Jarosława Gowina, które jest koalicjantem PiS w ramach Zjednoczonej Prawicy. To wybór między dwoma niewiadomymi. Jedną jest kryzys konstytucyjny związany z niemożnością przeprowadzenia wyborów 10 maja, na kiedy zostały rozpisane przez marszałka Sejmu. Drugą jest głęboki kryzys polityczny, w sytuacji gdyby doszło do wyborów korespondencyjnych, które – zgodnie z przyjętymi przez Sejm na początku kwietnia rozwiązaniami – nie spełniają wymogów wolnych i demokratycznych wyborów, o czym zresztą powiedział wprost powołany przez PiS przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. Oba rozwiązania są złe, ale to ostatnie wydaje się najgorsze – może prowadzić do najgłębszych perturbacji politycznych po 1989 roku.