Nie wyciągnęli wniosków z tego, że zarządy firm nie jeżdżą jedną windą. Zapomnieli o bolesnej nauczce, że nie zabiera się na pokład samolotu połowy elity politycznej kraju. Znaleźli sobie rządową jadłodajnię. Sympatyczne gabineciki dawały pozór dyskrecji, a szef kuchni chwalił się szeroko, kto to u niego nie bywa. Prezesi firm, z prezesem rady ministrów na czele. Zarządy korporacji i zarządy partii. Urzędnicy i politycy. Politycy i biznesmeni. Biznesmeni i ich asystentki. Albo asystenci. Chłopcy i dziewczyny. Z piaskownicy.