Gdyby Niemcy wylądowali na Księżycu, opletliby go siecią organizacji – think tanków, fundacji, domów księżycowo-ziemskich. Traktują instytucje poważnie. I rozumieją ich role. Są więc one forpocztą niemieckiego państwa. Dalece bardziej niż przestrzenią wymiany myśli. Poprzez instytucje Niemcy realizują swoje interesy, a polityka historyczna jest jedną z wielu polityk. I proszę nie wierzyć tym, którzy twierdzą, że nie jest scentralizowana.
Bez inwestycji w stabilne i zwinne organizacje nie będzie polskiego soft power i polityki historycznej. Póki co wraz ze zmianą władzy wymienia się dyrektorów instytutów i muzeów. Prawica robi paździerz, a liberałowie nie rozumieją, po co to wszystko.