Zaczęło się od arabskiej wiosny. Interwencja wojskowa Francji i Wielkiej Brytanii doprowadziła do obalenia brutalnej dyktatury Muammara Kaddafiego, ale bez planu, co dalej. Tak powstało upadłe państwo, trampolina dla emigrantów chcących przedostać się na nasz kontynent. W Syrii Zachód poparł opozycję wobec innego dyktatora, Baszara al-Asada, również nie biorąc pod uwagę, że finałem będzie kontrola tych terenów przez islamskich fundamentalistów i ucieczka milionów uchodźców.
Na tak powstały humanitarny dramat Europa nie potrafiła jednak zareagować. Ambasady państw Wspólnoty na Bliskim Wschodzie nie przyjmują wniosków o azyl od osób, które taki status otrzymać powinny. Uciekinierzy muszą więc liczyć na przemytników i próbują dostać się do Europy, ryzykując utratę życia.
Wraz z nimi ruszyła fala emigrantów ekonomicznych – z powodu kolejnego błędu Brukseli. Unia pozostawiła bowiem kontrolę granic zewnętrznych Wspólnoty tym krajom członkowskim, które należą do najsłabszych: Grecji i Włochom. Rzym i Ateny odwdzięczyły się zaś, przerzucając imigrantów dalej na północ.
Europejscy politycy najchętniej nadal ignorowaliby dramat uchodźców, ale już dłużej nie mogą. Skala tej tragedii jest zbyt duża. A w dodatku na skutek społecznych obaw przed imigrantami za dwa lata we Francji do władzy może dojść Front Narodowy, natomiast w Wielkiej Brytanii David Cameron może przegrać referendum dotyczące pozostania kraju w Unii, a w Niemczech może się odrodzić skrajna antyimigracyjna prawica.
Dlatego w ciągu najbliższych miesięcy musi zacząć działać system, który zmusi Polskę – i inne kraje UE – do przyjęcia wielu uchodźców. Nie omieszkali w piątek o tym wspomnieć Andrzejowi Dudzie prezydent Joachim Gauck i kanclerz Angela Merkel, choć polski prezydent odwiedził Berlin tylko z „wizytą zapoznawczą". Musimy się liczyć z tym, że Polska będzie musiała zapłacić za cudze błędy.