Materiał powstał we współpracy z BGK
Polski eksport do Afryki wyniósł w 2025 r. ok. 1,3 proc. ogółu polskiego eksportu, czyli mniej więcej tyle samo co od lat, oscylując wokół 1 proc. Dlaczego nasza sprzedaż na drugi największy kontynent z ludnością ponad 1,5 mld osób jest wciąż tak nikła?
Piotr Kuffel (P.K.): Polscy przedsiębiorcy przyzwyczaili się do robienia biznesu z UE. Trzy czwarte polskiego eksportu trafia właśnie tam. Od ponad 20 lat nie ma barier, jest przewidywalność, znajomość kultury i sposobu prowadzenia biznesu. Wielu firmom po prostu nie było potrzebne myślenie o dalszych kierunkach.
Jednak ostatnie lata – spowolnienie gospodarcze w Niemczech czy zamknięcie rynków wschodnich, szczególnie ważnych dla eksporterów z Polski wschodniej – pokazały, że potrzebna jest dywersyfikacja. Afryka daje tu ogromny potencjał, choć wymaga większego wysiłku logistycznego i biznesowego. To nie jest jednolity rynek. Trzeba tam być, spotykać się, budować relacje i często odbyć wiele rozmów, zanim podpisze się pierwszy kontrakt.
Maciej Chamerski (M.CH): Przedsiębiorcy nadal traktują Afrykę jako rynek egzotyczny, trudny i niedostępny. Wynika to głównie z braku zainteresowania i wiedzy o tym, jak ten rynek działa. Wciąż funkcjonuje stereotyp: „Afryka to safari”. Tymczasem to ogromny, chłonny rynek. Firmy często nie rozumieją jego potencjału i trzeba je do tego długo przekonywać. Dopóki nie zmieni się sposób myślenia i nie będzie większej odwagi w wychodzeniu poza Europę, ten symboliczny 1 proc. eksportu będzie się utrzymywał.
Prof. Anastase Shyaka, ambasador Rwandy w Polsce, mówi, że nadszedł czas transformacji Afryki. Dostrzegamy to w Polsce?
M.Ch.: Zdecydowanie tak, ale debata o Afryce jest często zbyt uproszczona. Traktujemy ją jak jeden kraj, a to przecież kontynent niezwykle zróżnicowany.
P.K.: To m.in. kraje Maghrebu, Afryka Subsaharyjska. Każdy rynek ma inną historię, kulturę i sposób prowadzenia biznesu. Wspólny jest natomiast ogromny nacisk na relacje. Bez obecności na miejscu trudno tam robić interesy. Jednocześnie rozwój infrastrukturalny jest tam bardzo dynamiczny. Niedawno uczestniczyliśmy w Tanzanii w podpisaniu umowy finansującej budowę kolejnych odcinków linii kolejowej, przy której pracują także polscy podwykonawcy. BGK uczestniczy w finansowaniu tego projektu. To inwestycja, która zastępuje linię wybudowaną jeszcze przez Niemców pod koniec XIX w. Odcinek między portem Dar es Salaam a stolicą Dodomą skrócił czas podróży z kilkunastu godzin do trzech. Takie projekty realnie napędzają rozwój gospodarczy.
Rozumiem, że polskie firmy mają kompetencje, aby uczestniczyć w takich inwestycjach?
M.Ch.: Jak najbardziej. Polska przeszła ogromną transformację infrastrukturalną i mamy dziś know-how w zakresie budowy dróg, kolei czy infrastruktury publicznej. Jesteśmy „zaprawieni w boju”. Jednak co ważne, wielkie projekty infrastrukturalne w Afryce wymagają ogromnego finansowania i są rozciągnięte w czasie, ale poza nimi istnieje mnóstwo mniejszych przedsięwzięć: szkoły, szpitale, sieci energetyczne, wodociągi. To wszystko jest w naszym zasięgu.
Torhamer działa w Afryce?
M.Ch.: Tak. Moja przygoda z Afryką zaczęła się sześć lat temu w Republice Południowej Afryki, gdzie zbudowaliśmy stocznię jachtową. Później weszliśmy do Angoli, gdzie realizujemy obecnie cztery projekty infrastrukturalne. Angola nauczyła nas przede wszystkim cierpliwości. Jeden z projektów kolejowych ma już dwuletnie opóźnienie i nie jest to tam nic nadzwyczajnego. Trzeba trochę wyłączyć europejskie myślenie o harmonogramach i terminach. Rozpoczynamy też projekt w Nigerii i chcemy dalej dywersyfikować działalność w regionie.
A jak wygląda wsparcie naszego państwa dla firm chcących wejść do Afryki?
M.Ch.: Sytuacja bardzo się poprawiła. BGK, KUKE czy PAIH są obecne na miejscu i przedsiębiorca nie jest już zostawiony sam sobie. To naprawdę pomaga. Uważam jednak, że wciąż brakuje długofalowej strategii państwa wobec Afryki. Ryzyko działalności gospodarczej w Polsce samo w sobie jest duże, a gdy przenosimy to na Afrykę, wymagania i zabezpieczenia bywają trudne do spełnienia. Potrzebujemy bardziej ofensywnego podejścia.
P.K.: BGK ma dziś pełne instrumentarium wspierające eksport i inwestycje zagraniczne. Finansujemy zarówno eksport produktów, jak i projekty inwestycyjne. W ub.r. zadeklarowaliśmy gotowość przeznaczenia do 4 mld zł na wsparcie projektów eksportowych i inwestycji zagranicznych polskich przedsiębiorców w Afryce. Nasze instrumenty nie odbiegają od tych, z których korzystają firmy brytyjskie czy niemieckie. Różnica polega na tym, że oni budowali swoje systemy przez dziesięciolecia, a my robimy to od 2009 r.
Z drugiej strony mówi się, że brak kolonialnej przeszłości to może być atut Polski w Afryce?
M.Ch.: I tak, i nie. Z jednej strony Polska nie ma kolonialnego bagażu, ale z drugiej – nasza obecność biznesowa jest tam nadal zbyt mała, byśmy byli postrzegani jako ważny partner. Pozytywne jest to, że dziś Polska zaczyna być kojarzona nie tylko z Lewandowskim czy Janem Pawłem II, ale też właśnie z BGK, KUKE czy polskim biznesem. Teraz jednak potrzebujemy kolejnego kroku – wejścia do dużych projektów jako generalny wykonawca, a nie wyłącznie podwykonawca.
P.K.: Rozwój infrastruktury to dla Afryki realny impuls cywilizacyjny. To ogromna szansa dla polskich przedsiębiorców. Tym bardziej że – wbrew pozorom – Afryka jest bliżej, niż nam się wydaje. Z Warszawy do Kairu leci się zaledwie cztery godziny.
– rozmawiał Artur Osiecki
Materiał powstał we współpracy z BGK