Reklama

Jędrzej Bielecki: Rumunia otrzeźwiała? Skrajna prawica nie musi dojść do władzy

Lider skrajnie prawicowego ugrupowania AUR George Simion zdecydowanie wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich dwa tygodnie temu. Ale w tą niedzielę dostał taką samą ilość głosów co liberalny burmistrz Bukaresztu Nicusor Dana.

Publikacja: 18.05.2025 20:56

Jędrzej Bielecki: Rumunia otrzeźwiała? Skrajna prawica nie musi dojść do władzy

Foto: REUTERS/Louisa Gouliamaki

Jeśli wierzyć publicznej telewizji, obaj kandydaci otrzymali po 50 procent głosów. Inne źródła mówią natomiast o zdecydowanym zwycięstwie Dany. Rządowa agencja Agerpress podaje exit polle, z których wynika, że dostał on 54,1 proc. głosów wobec 45,9 proc. dla Simiona. 

W pierwszej turze Simion dostał 41 proc. głosów, niemal dwa razy tyle, co Dan (21 proc.). 

Lider skrajnie skrajnej prawicy do końca kopiował zalecania Donalda Trumpa. W tą niedzielę twierdził, że doszło do oszustw: w wyborach ”miało wziąć udział” wielu zmarłych. Tak samo postąpił i Trump w 2020 roku, gdy nie udało mu się pokonać Joe Bidena. 

Simion stawiał na niezadowolenie z elity rządzących. Ale jego rywal obrał tą samą taktykę

Tak jak jego guru, Simion stawiał na niezadowolenie znacznej części wyborców z dotychczas rządzącej elity. Nie wziął jednak po uwagę, że również jego rywal od lat budował karierę polityczną na zwalczeniu korupcji rządzących. Z doktoratem z matematyki Sorbony, Dan okazał się jednak dla wielu wyborców o wiele bardziej wiarygodny.

Czytaj więcej

Rumuni wywracają stolik. Druga tura wyborów prezydenckich bez kandydata elit
Reklama
Reklama

Co prawda w rozmowie z „Rz" Simion zapewnił, że nie zamierza wyprowadzić kraju ani z Unii Europejskiej, ani z NATO, jednak zapowiadał także, że w razie zwycięstwa widzi miejsce w rządzie czy wręcz tekę premiera dla Calina Georgescu. Chodzi o szerzej nieznanego polityka, który okazał się faworytem wyborów prezydenckich pod koniec zeszłego roku, zanim Sąd Najwyższy ich nie unieważnił. Sędziowie uznali, że Georgescu korzystał w mediach społecznościowych ze wsparcia Rosji. Mowa jest o polityku, który szykował referendum w sprawie wyjście Rumunii tak z Sojuszu Atlantyckiego, jak i Unii. Chodzi o najważniejszy po Polsce kraj na flance wschodnie NATO. Wynik wybór był więc z uwagą śledzony przez kraje paktu.

Sam Simion zapowiadał zresztą, że w razie zwycięstwa wstrzyma pomoc wojskową dla Ukrainy. Nie ma on prawa wjazdu do tego państwa po tym, jak zaczął domagać się części ukraińskich ziem dla Rumunii.

Orban liczył na potężny blok populistyczno-nacjonalistyczny złożony z Rumunii, Słowacji i Węgier

Można założyć, że gdyby do drugiej tury przeszedł wspólny kandydat dotychczasowej koalicji rządowej (centro-lewicowej PSD, centro-prawicowej PNL oraz mniejszości węgierskiej UDMR) Crin Antonescu, zwycięstwo Simiona byłoby o wiele bardziej prawdopodobne. 

Czytaj więcej

Czy Rumunia jest demokracją? George Simion: Jeśli tak, to jest to demokracja bardzo dziwna

Ku zaskoczeniu rumuńskich Węgrów premier Węgier Viktor Orban poparł Simiona. Najwyraźniej liczył, że wraz z premierem Słowacji Robertem Ficą uda mu się stworzyć potężny blok rządzony przez populistycznych nacjonalistów w Europie południowo-wschodniej. Orbana czekają w przyszłym roku trudne wybory parlamentarne, które, jeśli wierzyć sondażom, może wygrać opozycyjna TISZA i jej lider Peter Megyar.  

Komentarze
Estera Flieger: W sprawie bezpieczeństwa Polski nie ma miejsca na teatr
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Spotkanie Donalda Tuska z Karolem Nawrockim oznacza odwilż w polskiej polityce
Komentarze
Jacek Czaputowicz: Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Bolesna lekcja dla Polski
Komentarze
Bogusław Chrabota: Popieram umowę Unii Europejskiej z Mercosurem
Komentarze
Zuzanna Dąbrowska: Osoby najbliższe? Jak najdalej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama