Jeśli wierzyć publicznej telewizji, obaj kandydaci otrzymali po 50 procent głosów. Inne źródła mówią natomiast o zdecydowanym zwycięstwie Dany. Rządowa agencja Agerpress podaje exit polle, z których wynika, że dostał on 54,1 proc. głosów wobec 45,9 proc. dla Simiona.
W pierwszej turze Simion dostał 41 proc. głosów, niemal dwa razy tyle, co Dan (21 proc.).
Lider skrajnie skrajnej prawicy do końca kopiował zalecania Donalda Trumpa. W tą niedzielę twierdził, że doszło do oszustw: w wyborach ”miało wziąć udział” wielu zmarłych. Tak samo postąpił i Trump w 2020 roku, gdy nie udało mu się pokonać Joe Bidena.
Simion stawiał na niezadowolenie z elity rządzących. Ale jego rywal obrał tą samą taktykę
Tak jak jego guru, Simion stawiał na niezadowolenie znacznej części wyborców z dotychczas rządzącej elity. Nie wziął jednak po uwagę, że również jego rywal od lat budował karierę polityczną na zwalczeniu korupcji rządzących. Z doktoratem z matematyki Sorbony, Dan okazał się jednak dla wielu wyborców o wiele bardziej wiarygodny.
Czytaj więcej
Do drugiej wyborów prezydenckich przechodzą dwaj kandydaci, którzy zwalczali establishment. Największe szanse ma lider skrajnej prawicy George Simion.
Co prawda w rozmowie z „Rz" Simion zapewnił, że nie zamierza wyprowadzić kraju ani z Unii Europejskiej, ani z NATO, jednak zapowiadał także, że w razie zwycięstwa widzi miejsce w rządzie czy wręcz tekę premiera dla Calina Georgescu. Chodzi o szerzej nieznanego polityka, który okazał się faworytem wyborów prezydenckich pod koniec zeszłego roku, zanim Sąd Najwyższy ich nie unieważnił. Sędziowie uznali, że Georgescu korzystał w mediach społecznościowych ze wsparcia Rosji. Mowa jest o polityku, który szykował referendum w sprawie wyjście Rumunii tak z Sojuszu Atlantyckiego, jak i Unii. Chodzi o najważniejszy po Polsce kraj na flance wschodnie NATO. Wynik wybór był więc z uwagą śledzony przez kraje paktu.
Sam Simion zapowiadał zresztą, że w razie zwycięstwa wstrzyma pomoc wojskową dla Ukrainy. Nie ma on prawa wjazdu do tego państwa po tym, jak zaczął domagać się części ukraińskich ziem dla Rumunii.
Orban liczył na potężny blok populistyczno-nacjonalistyczny złożony z Rumunii, Słowacji i Węgier
Można założyć, że gdyby do drugiej tury przeszedł wspólny kandydat dotychczasowej koalicji rządowej (centro-lewicowej PSD, centro-prawicowej PNL oraz mniejszości węgierskiej UDMR) Crin Antonescu, zwycięstwo Simiona byłoby o wiele bardziej prawdopodobne.
Czytaj więcej
Faworyta wyborów Călina Georgescu nie wspierała Rosja – uważa lider skrajnej prawicowej partii AUR George Simion.
Ku zaskoczeniu rumuńskich Węgrów premier Węgier Viktor Orban poparł Simiona. Najwyraźniej liczył, że wraz z premierem Słowacji Robertem Ficą uda mu się stworzyć potężny blok rządzony przez populistycznych nacjonalistów w Europie południowo-wschodniej. Orbana czekają w przyszłym roku trudne wybory parlamentarne, które, jeśli wierzyć sondażom, może wygrać opozycyjna TISZA i jej lider Peter Megyar.