Piotr Skwirowski: Bolesny finansowy spadek po rządach PiS

Komisja Europejska zdecydowała, że Polska zostanie objęta procedurą nadmiernego deficytu. Nadchodzi czas zapłaty rachunku za radosne rozdawnictwo publicznych pieniędzy rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.

Aktualizacja: 20.06.2024 06:14 Publikacja: 19.06.2024 17:56

Były premierzy PiS - Mateusz Morawiecki i Beata Szydło

Były premierzy PiS - Mateusz Morawiecki i Beata Szydło

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Premier Mateusz Morawiecki do końca swoich rządów przekonywał o bardzo dobrej kondycji finansów państwa. Wiadomo było, że to bajki, że rozsypywanie przez osiem lat pieniędzy łopatami z helikopterów skończy się źle. Rozbuchane do niebotycznych rozmiarów wydatki budżetu musiały kiedyś zachwiać jego równowagą.

Jak rząd PiS ukrywał prawdziwą skalę swojej rozrzutności

Oczywiste było też, że ukrywanie prawdziwej skali rozrzutności poza budżetem państwa i kontrolą parlamentu, w różnego rodzaju funduszach, może zamazać prawdziwy obraz sytuacji, ale przecież jej nie naprawi. Zwłaszcza że, jak się okazało, także strona dochodowa zaczęła się sypać.

Czytaj więcej

Polska zostanie objęta procedurą nadmiernego deficytu. Jest decyzja KE

Choć były premier wszem wobec grzmiał o rozprawieniu się z mafiami VAT-owskimi, ostatnie lata jego rządów przyniosły ponowny wzrost tzw. luki w VAT, czyli spadek wpływów budżetowych z tego podatku. Efekt? W 2023 roku deficyt naszego sektora finansów publicznych przekroczył 5,1 proc. PKB, przy dopuszczalnym dla krajów Unii Europejskiej poziomie 3 proc.

Po pierwszych rządach PiS również objęto Polskę unijną procedurą nadmiernego deficytu

To już drugi przypadek, gdy rządy populistów z PiS przynoszą w konsekwencji objęcie naszego kraju unijną procedurą nadmiernego deficytu. Tak było także po ich pierwszych rządach z lat 2005–2007, gdy na zachwianie równowagi po stronie dochodów budżetu nałożył się światowy kryzys finansowy. Wtedy przeszliśmy kilkuletni bolesny proces zaciskania pasa.

Na starcie swoich drugich rządów PiS dostał w efekcie uporządkowaną sytuację w finansach publicznych, a na dodatek dobrą koniunkturę gospodarczą. Jednak podczas gdy inne kraje przygotowywały się na ewentualne gorsze czasy, dusiły deficyty, ba, wypracowywały nadwyżki, u nas zaczął się okres radosnego rozdawnictwa pieniędzy publicznych. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Potrzebne będą cięcia wydatków publicznych z jednej strony i być może podwyżki podatków z drugiej. Jak mocne, to okaże się jesienią

Złe czasy jednak przyszły. Najpierw pandemia, potem wojna za naszą wschodnią granicą, która wymusiła mocne zwiększenie wydatków na obronność.

Procedura nadmiernego deficytu: Jak mocno zaciśniemy pasa?

Komisja Europejska będzie to brała pod uwagę przy nakładaniu na Polskę zadań w zakresie obniżania deficytu. Koniecznych, bo samo ożywienie gospodarki, wzrost PKB, choć pomoże, to problemu nie rozwiąże. Potrzebne będą cięcia wydatków publicznych z jednej strony i być może podwyżki podatków z drugiej. Jak mocne, to okaże się jesienią. I marną pociechą jest to, że wzmocniony unijny nadzór nad finansami obejmie też kilka innych krajów, w tym Węgry.

Premier Mateusz Morawiecki do końca swoich rządów przekonywał o bardzo dobrej kondycji finansów państwa. Wiadomo było, że to bajki, że rozsypywanie przez osiem lat pieniędzy łopatami z helikopterów skończy się źle. Rozbuchane do niebotycznych rozmiarów wydatki budżetu musiały kiedyś zachwiać jego równowagą.

Jak rząd PiS ukrywał prawdziwą skalę swojej rozrzutności

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Paweł Łepkowski: Wymuszona rezygnacja Joe Bidena to profanacja demokracji
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Komentarze
Michał Płociński: Rezygnacja Bidena jest tak zaskakująca, że przegrałbym dom i auto, gdybym się założył
Komentarze
Katarzyna Kucharczyk: Niebieski ekran śmierci. Czyli ciekawa lekcja dla ludzkości
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Trump rozmawiał z Zełenskim. Negocjacje z Putinem są tylko kwestią czasu
Komentarze
Tomasz Krzyżak: Abp Marek Jędraszewski już wie, kiedy odejdzie. I jego kalendarz też to chyba zdradza