Paweł Rożyński: Zmiany podstawy programowej do poprawki. Przed szkołą ważniejsze wyzwania

Cięcie programu i likwidacja prac domowych to dopiero początek koniecznych zmian w szkole. Najważniejsze wyzwanie, przed którym staje obecnie nasz system edukacji, to pojawienie się sztucznej inteligencji i botów w rodzaju ChatGPT.

Publikacja: 14.02.2024 17:01

Szkoła musi więc teraz oswoić nowe technologie i je zaprząc w proces nauczania

Szkoła musi więc teraz oswoić nowe technologie i je zaprząc w proces nauczania

Foto: Adobestock

Nieraz odprowadzam moją 12-letnią córkę do szkoły, niosąc jej plecak. Nie jestem nadopiekuńczym rodzicem. Po prostu nie mogę patrzeć, jak drobne dziecko niesie bardzo ciężki plecak. Te wszystkie książki, ćwiczenia, zeszyty, piórniki, kanapki, termosy… Większość szkół w Polsce nie oferuje uczniom nawet szafeczki, by to trzymać. No to dźwigają. Także smartfony, by na przerwach siedzieć z nosami przed ekranem i zabijać czas za pomocą odmóżdżających gier.

Prace domowe niszczą rodziny?

Ale rodzice nie kochają szkoły głównie z innego powodu. Wieczorami siedzą z dziećmi nad zadaniami z matematyki czy wypracowaniem z polskiego. Obowiązuje pewna niepisana umowa. Rodzic nigdy się nie przyzna, że pomagał, a nauczyciel nie będzie zbyt dociekliwy. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy na dzieci nie nakrzyczał, zmęczony i zniecierpliwiony. Patrzą na goniących w domu do nauki i odrabiania lekcji rodziców jak na tyranów. Proszę mi wierzyć, to wszystko nie wpływa dobrze na więzi rodzinne. Tak, szkoła to nie tylko dzieci, ale i rodzice, całe rodziny.

Czytaj więcej

Szkoły z „zakazem” prac domowych? Eksperci nie mają wątpliwości

Dla polityków to przede wszystkim wyborcy. Zrozumiała to dobrze obecna władza i na tym zyskała. Kiedy podczas telewizyjnej pseudodebaty przedwyborczej w TVP w październiku ubiegłego roku przyszły marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiedział likwidację prac domowych, od razu czułem, że będzie miał dobry wynik. Dla rodziców, którzy od dziesięcioleci uważali, że skoro prace domowe są, to widocznie muszą być, inaczej się nie da – i pokornie znosili to z dziećmi, był to szok. Trochę jak w tym powiedzeniu: „Wszyscy wiedzą, że czegoś się nie da zrobić i wtedy pojawia się ten jeden, który o tym nie wie i on właśnie to coś robi”.

Powinno być na odwrót: najpierw zmiany programu, a potem likwidacja prac domowych

Ale czy robi dobrze? Nowy rząd zaczął od postulatu likwidacji prac domowych, teraz zaś minister edukacji narodowej Barbara Nowacka mówi o zmianach w podstawie programowej. Powinno być odwrotnie. Najpierw należałoby zabrać się za program, bo przy obecnym rozdętym do granic możliwości bez nauki w domu się nie obejdzie. Największe kontrowersje budzi obecnie zahaczająca o politykę kwestia usunięcia bądź wymiany lektur szkolnych, wyrzucenie jako „trudnych” pozycji Żeromskiego, prymasa Stefana Wyszyńskiego, Jana Pawła II i wprowadzenie w ich miejsce np. Olgi Tokarczuk. Kiedyś takim „koszmarem” uczniów” były powieści tendencyjne np. Elizy Orzeszkowej, na których wspomnienie do tej pory zalewa mnie zimny pot.

Czytaj więcej

Zmiany listy lektur w szkołach? Barbara Nowacka: Nie ma książek Olgi Tokarczuk

Nie wiem, czy to akurat dobre decyzje, ale z pewnością lektur jest za dużo, podobnie jak innych materiałów! I to w każdym przedmiocie. A to się nie zmiana od lat. Moje licealne lekcje z chemii polegały na tym, że nauczyciel dyktował lub pisał na tablicy przez całą lekcję reakcje chemiczne, a na kolejnej robił kartkówkę. Po niej dalej znów stawał przy tablicy i nie odwracając się nawet, pisał, pisał, pisał… Teraz jest trochę lepiej, ale uczniowie dalej są karmieni jak gęsi ogromną ilością, w dużym stopniu niepotrzebnej, wiedzy.

Nikt rozsądny nie będzie kwestionował konieczności nauki matematyki, „bo przecież są kalkulatory”, ale czy naszym zadaniem jako społeczeństwa na pewno jest zmuszanie do opanowania wiedzy, która w 90 proc. szybko uleci? Po co dziecku wiedzieć, jak rozmnaża się pantofelek czy jak odżywia się protisty? Niech się tego uczy na późniejszym etapie w wyspecjalizowanych klasach czy na studiach. Tu trzeba zastrzec, że nie można mieć pretensji do samych nauczycieli, którzy swoją pracę wykonują z zaangażowaniem, najlepiej jak umieją, w trudnych warunkach za płace dalekie od godziwych. I rzecz jasna, swoją dziedzinę uważają za najważniejszą.

Sztuczna inteligencja zmieni reguły gry

Obok odciążenia uczniów kluczowa jest zmiana sposobu nauczania, by wprowadzić więcej interakcji, dyskusji, kreatywnego myślenia, a może trochę zdrowej rywalizacji. Np. w przypadku takich dziedzin jak historia to powinny być to bardziej opowieści, anegdoty, dyskusje niż daty i suche fakty. Mój syn miał problem z nauką angielskiego. Wtedy zaczął korzystać z jednego z serwisów, który wprowadził element współzawodnictwa, przyznaje punkty za poprawnie zrealizowane zadania i ustawia uczniów w czymś w rodzaju rankingu. Teraz nie mogę go od tego oderwać, a postępy w nauce, jakie poczynił, są imponujące.

„Jeśli nie możesz kogoś pokonać, to się do niego przyłącz” – brzmi stare powiedzenie. Szkoła musi więc teraz oswoić nowe technologie i je zaprząc w proces nauczania

Szkoła musi uczyć współpracy. To także przygotowanie do życia w społeczeństwie i pracy grupowej w firmach. Chodzi o wspólną pracę nad zadaniami i projektami. Ale najważniejsze wyzwanie, przed którym staje obecnie szkoła, to pojawienie się sztucznej inteligencji i botów w rodzaju ChatGPT. Zmusi to nauczycieli do weryfikowania, czy praca domowa nie została wykonana przez takiego cyfrowego asystenta i jest kolejnym argumentem za zaprzestaniem wynoszenia nauki do domu. „Jeśli nie możesz kogoś pokonać, to się do niego przyłącz” – brzmi stare powiedzenie. Szkoła musi więc teraz oswoić nowe technologie i je zaprząc w proces nauczania.

To wymaga dużych inwestycji finansowych, dokształcenia się nauczycieli i zmian w organizacji nauczania, przy których blednie skasowanie prac domowych. I to może okazać się najtrudniejszym zadaniem stojącym przed szkołą, a jeśli mu nie sprosta, to stanie ono przed rodzicami.

Nieraz odprowadzam moją 12-letnią córkę do szkoły, niosąc jej plecak. Nie jestem nadopiekuńczym rodzicem. Po prostu nie mogę patrzeć, jak drobne dziecko niesie bardzo ciężki plecak. Te wszystkie książki, ćwiczenia, zeszyty, piórniki, kanapki, termosy… Większość szkół w Polsce nie oferuje uczniom nawet szafeczki, by to trzymać. No to dźwigają. Także smartfony, by na przerwach siedzieć z nosami przed ekranem i zabijać czas za pomocą odmóżdżających gier.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Niemcy muszą być na flance wschodniej NATO
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Komentarze
Trzydzieści siedem sekund Izabeli Bodnar
Komentarze
Jerzy Haszczyński: Wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie jeszcze nie można uznać za odwołaną
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Donald Trump zrobił PiS-owi przysługę. Niedźwiedzią
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Komentarze
Donald Trump i Andrzej Duda zjedli kolację. I dobrze, to właśnie polityka