Obrazki spod Sejmu zbitych w grupę ochronną posłów PiS starających się na teren parlamentu wprowadzić swoich partyjnych kolegów, którym w wyniku prawomocnego wyroku sądu wygasły mandaty poselskie, pachną puczem. Na szczęście słabo przygotowanym i nieprzemyślanym, zgodnie ze staropolską zasadą „my z synowcem na przedzie i jakoś to będzie”.
Po co PiS zorganizował szturm na Sejm
Ale politycy PiS raczej nie liczyli poważnie na to, że straż marszałkowska się zagapi, a Szymon Hołownia nie zauważy, że w ławach poselskich siedzą osoby nieuprawnione. Chodziło o zrobienie zamieszania, o komunikat dla własnych wyborców, że PiS nadal walczy, i o podtrzymanie opowieści o posłach niesłusznie pozbawionych mandatu. Jeśli historia Kamińskiego i Wąsika ma być paliwem wyborczym w kolejnej kampanii, to trzeba o jej rozwój zadbać, żeby elektorat nie zapomniał. A że nie ma co liczyć już na media publiczne, PiS postanowił grać ciałem, co w przypadku postawnego Macieja Wąsika udało się całkiem nieźle. Przedarł się przez kordony i dotarł do drzwi Sejmu.
Czytaj więcej
Przed posiedzeniem Sejmu posłowie PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, zebrali się przed Pomnikiem Bohaterów Armii Krajowej, przed Sejmem. Towarz...
Jeszcze we wtorek przedstawiciele Sejmu deklarowali, że obaj panowie mogą wejść, jeśli odbiorą legitymacje byłych posłów. To jednak byłoby z ich strony przyznaniem, że wyrok sądu działa. Woleli więc odegrać sceny bitewne i przy okazji ugruntować wśród publiczności wizerunek bojowców, którzy straży marszałkowskiej się nie kłaniają. Przyda się w kampanii do parlamentu europejskiego.