Donald Trump nie wymyślił dzisiejszej odmiany populizmu. Jednak to jego wybór na prezydenta w 2016 r. razem z referendum rozwodowym z Unią w Wielkiej Brytanii parę miesięcy wcześniej zdawały się przesądzać o stopniowym zwijaniu się rządów prawa i demokracji w świecie zachodnim. W polityce górą mieli być ci, którzy najsprawniej potrafią manipulować emocjami i frustracją wyborców. Racja stanu musiała zejść na dalszy plan.
Ten układ stworzył doskonały grunt dla rozwoju populizmu w Europie. Po Węgrzech i Polsce jego ofiarami padły Włochy, a także Francja, w której umiarkowane partie znalazły się w mniejszości w Zgromadzeniu Narodowym. Wkrótce ten sam los może spotkać Hiszpanię, gdzie – jeśli wierzyć sondażom – w grudniu władzę przejmie koalicję Partii Ludowej z postfrankistowskim Vox.