Ledwie przedwczoraj wróciłem z Azji, gdzie po raz kolejny udowodniono mi, ze media mogą zajmować się sprawami ważnymi dla społeczeństw i dla świata. To gospodarka, bezpieczeństwo narodowe, gwarancje dla rozwoju i demokracji. Mieszkańcy Japonii czy Korei też mają obok swego złego chłopca, jak my. Tam wojna też wisi w powietrzu, spór po obu granicach Cieśniny Tajwańskiej staje się coraz bardziej gorący i coraz bardziej niebezpieczny. Polityczny hazard zmusza do powagi. Tam, nie u nas. Po powrocie do Polski od razu trafiłem na falę zdziczenia. Głównym zajęciem dziennikarzy nie jest komentowanie tego, co się dzieje za naszą wschodnią granicą i tegoż skutkami, tylko okładanie się pałami w związku z tragiczną śmiercią zaszczutego syna posłanki Platformy.