Z powodu wojny z Ukrainą w kraju odwołano wszystkie publiczne uroczystości i lizusowskie wystąpienia przedstawicieli władz. Jedynie największy serwilista Rosyjskiej Federacji, wódz Czeczenii Ramzan Kadyrow postanowił zorganizować własne, w swojej republice. Ale Putin i tak był w Petersburgu, a nie na Kaukazie.
W sumie dostał oficjalne pozdrowienia tylko od Kadyrowa i władcy Korei Północnej, Kim Dzong Una. Nawet na „nieformalny szczyt” przywódców Wspólnoty Niepodległych Państwa – zwołany w czasie jego urodzin w rodzinnym, putinowskim Petersburgu – przyjechali nie wszyscy. Prezydent Kirgizji został w domu. Pozostali pewnie stawili się jedynie wiedzeni ciekawością, jak się czuje i jak wygląda przegrany przywódca.