Reklama

Zuzanna Dąbrowska: Demokracja i pręty zbrojeniowe

Jedyna dopuszczalna w systemie demokratycznym korekta zasad wyborczych, taka jak zmiana liczby okręgów, powinna się odbyć w porozumieniu z różnymi ugrupowaniami politycznymi. Wszystko inne to dyktat rządzących.

Publikacja: 08.09.2022 22:30

Prezes PiS Jarosław Kaczyński

Prezes PiS Jarosław Kaczyński

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Polska scena polityczna jest zabetonowana wyborczym systemem D’Hondta. I nie zanosi się, żeby w tej czy następnej kadencji powstała międzypartyjna grupa polityków, która przyjrzy się tej formule wyborczej pod kątem jej reprezentatywności dla poglądów jak największej liczby wyborców. Tak się nie stanie, bo partie, które już się w Sejmie znalazły, z formuły tej skorzystały. Woli politycznej brak. Ale wolę posiada PiS – do przeprowadzenia takich zmian, które zapewnią mu zwycięstwo.

Czytaj więcej

Dylematy Jarosława Kaczyńskiego

Od pewnego czasu odbywa się więc wewnętrzna debata o tym, czy zmiana polegająca na rozmnożeniu liczby okręgów zagwarantuje obozowi władzy wymarzoną wygraną. Tak jak na Węgrzech, gdzie Orbán nie tylko zabetonował parlament, ale jeszcze wpuścił w beton grube pręty zbrojeniowe.

A co, jeśli się nie uda? Jak podkreślają eksperci, na wygraną w wyborach musi się złożyć bardzo wiele elementów, od frekwencji poczynając, przez koniunkturę gospodarczą i propagandę, aż po jakość kampanii wyborczej.

W systemach demokratycznych nie istnieje magiczny eliksir czy zaklęcie czarnoksiężnika, które pozwoliłoby wygrać wybory wbrew realnemu rozkładowi sympatii społecznych. Może tak się stać przez przypadek lub zbieg okoliczności, ale nie dzięki grzebaniu w regulaminie wyścigu. I właśnie dlatego to, co stało się na Węgrzech, z demokracją ma niewiele wspólnego, a zmiany granic okręgów wyborczych w USA budzą sprzeciw wszystkich „ojców i matek demokracji”.

Reklama
Reklama

Zgoda na zmianę liczby okręgów byłaby też przyznaniem się przez PiS do klęski. Bo skoro trzeba naciągać procedury, by wygrać, to chyba jednak nie jest się już ludowym bohaterem niosącym sprawiedliwość i prawo. A prezes Kaczyński wciąż wierzy, że wrogie siły celowo psują wizerunek najlepszej ekipy pod słońcem, która wszystko umie, buduje porty, kanały i lotniska, a do tego broni zrębów cywilizacji chrześcijańskiej. A skoro wierzy prezes – muszą też wierzyć wszyscy inni. Jeśli elektorat się na tym nie pozna w kolejnych wyborach, tym gorzej dla niego.

Komentarze
Bogusław Chrabota: Polska 2050 nad przepaścią
Komentarze
Marek Kozubal: Exenologia stosowana blisko pierwszej linii frontu
Komentarze
Bogusław Chrabota: Mateusz Morawiecki czy Karol Nawrocki? Kto ma większe szanse na schedę po Jarosławie Kaczyńskim?
Komentarze
Marek Kozubal: Dlaczego prezydent Karol Nawrocki właśnie dziś powinien ruszyć do Kijowa?
Komentarze
Zuzanna Dąbrowska: Spieszcie się kochać Trumpa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama