O wojnie z terroryzmem islamskim prawie wszyscy już zapomnieli. A zwłaszcza o Al-Kaidzie. Powoli zapominali też o Afganistanie, z którego Amerykanie i ich sojusznicy wycofali się rok temu po dwóch dekadach. Zapominali o talibach, którzy przejęli tam pełnię władzy, a przed laty dali się poznać jako ci, co dali gościnę Osamie bin Ladenowi, najważniejszemu terroryście świata.
Ostatnio bardziej zagrażał światu klon Al-Kaidy – ISIS, ale to ostatnio i tak było parę lat temu, nawet przed pandemią koronawirusa. Epoki się szybko zmieniają, a ta, w której przerażała i przyciągała uwagę Al-Kaida, wydaje się niemal prehistorią. Wtedy poza środkowo-wschodnimi Europejczykami nikt się nie bał Rosji, a oprócz wielbiących niepodległość Tajwańczyków nikt raczej nie zakładał, że przywódca Chin postawi sobie pilne zadanie: „zjednoczenia” chińskich ziem.